0% przeczytane
↩ Przywrócono poprzednią pozycję

Główny Szlak Beskidzki Zimą

Relacja z wyprawy Irci — styczeń–marzec 2007  |  napieraj.pl/forum

No to jutro wyjeżdżam mam ciut daleko bo znad morza z trójmiasta jadę i jeszcze poodwiedzam znajomych po drodze...ruszam we wtorek rano z Ustronia na wschód (tam podobno jest jakaś cywilizacja) dzięki wszystkim za informacje...i trzymanie kciuków..co pare dni odezwie się tutaj moja przyjaciólka z internetu ..bede jej słał esemeski jak mi idzie....trzymajcie się cieplutko wszyscy...


Witajcie, jestem Ania.
Na prośbę Irci będę dodawać tu na bieżąco wysyłane przez niego informacje ze szlaku.


09.01.2007 godz. 9.02
No to jestem na szlaku! Zaczęło się!

godz. 15.51
Się wzruszyłem! W środku lasu na Przełęczy Beskidek stoi sobie ubrana choinka. Ma bombki, złote jabłka, złote szyszki... fajnie, co?

godz. 17.55
Strasznie się rozpadało, tak że wylądowałem w schronisku na Soszowej. Urobiłem jakieś 16 km tylko, ale jak na zawaloną noc i potężnego kaca to może być... Szlak jest czarny, bez śniegu. Śnieg, a w zasadzie lód był na Wielkiej Czantorii i pod schroniskiem na Soszowej. Pozdrawiam.

No tak, w tym roku słowo "zimą" nabiera innego znaczenia.
Dzisiaj w Warsiawce o 9.00 12 stopni!

Ale przed IRCIĄ droga jeszcze daleka - powodzenia i dzięki dla Nulki za relacje LIVE.


----------------
"Ambicja to ostatni bastion porażki."
Wilde, Oscar
www.ADVENTURE.WAW.PL


Rzeczywiście w tej chwili pogoda sprzyja wyprawie. Jednak w momencie planowania nikt nie mógł przewidzieć, że w styczniu będziemy mieć wiosnę.

10.01.2007 godz. 10.17
Jestem na Dużym Stożku, strasznie zalodzony szlak. Lodowisko!

10.01.2007 godz. 12.40
Są też plusy takiego wędrowania o tej porze - puste szlaki! Narazie jeszcze nikogo nie spotkałem.

godz. 14.36
Przełęcz Kubalonka. Po drodze ze Stożka syf, breja śnieżna, roztopy i błoto albo lód. Mam wolne tempo przez to no i przez tego wora ciężkiego. Waży ponad 25 kg, w tył odchyla... Po drodze będę coś z nim kombinował... Pozdrawiam.

godz. 19.25
Śpię w lesie za schroniskiem Przysłup pod Baranią Górą. Po drodze nadal syf, błoto albo lód. Miłej nocki...

w imieniu Irci napisała Nulka

25kg wór !!!!! No to się chłopie urządziłeś! (pewnie postanowiłeś zaoszczędzić i wziąłeś sporo jedzenia...


----------------
Na temat proszę!


11.01.2007 godz. 7.33
Zaspałem dzisiaj, leżę jeszcze w śpiworku i odgrzewam wczorajszą fasolkę. Zanim zwinę namiot będzie pewnie grubo po 9.

Jakieś 300 metrów dalej była drewniana szopa, szkoda że do niej nie dotarł wieczorem, mógł tam się przespać. Rano namiot był nasiąknięty wilgocią.

godz. 9.15
Zgubiłem gdzieś torbę z aparatami. Plecak rzucam w krzaki i wracam szukać. W nocy wczoraj musiało to się stać. Zejde z jakieś 5 km. Może znajdę.

To były dwa aparaty, nie znalazły się. Zawrócił do schroniska. Powiedzieli mu tam, że raniutko górale ściągali drewno. Skoro się rano nie znalazły, to już po sprzęcie. Trudno, niby sprzęt to rzecz nabyta, ale zdjęć z początku szkoda. Jutro Ircia kupi sobie idiotkamerę zamiast... Mówi, że teraz mu ulżyło, bo profesjonalny sprzęt nieco ważył.

godz. 12.32
A teraz widać pięknie Tatry! A ja nimam kuźwa aparatu! Sory za słowo, ale inne nie oddaje emocji!

przeczytała, wysłuchała i spisała Nulka : )

11.01.2007 godz. 17.05

Jestem 45 drogi przed Węgierską Górką. Rozbiłem namiot wprost na ścieżce. Warunki za Baranią paskudne i nie przetarty szlak. Za Baranią też duże wiatrołomy i przez 1.5 km nie ma żadnych znaków. Skąpałem się też 2 razy po łydki na takim śniegu zamarzniętym pod którym była woda. Buty przemoczone na amen.

godz. 17.05

Leżę sobie w śpiworku... Zaczęło mocno wiać i tropik mi się tłucze o namiot. Do jutra...

Powrotnym smsem życzyłam Irci spokojniej nocki, a w odpowiedzi dostałam:

godz. 20.29

Nie da się spokojnie, bo już wieje jak cholera! Gdzieś blisko namiotu zwaliło się drzewo, a namiotem strasznie szarpie, no i deszcz.

Nie opuściło go jednak poczucie humoru i za chwilę dopisał z przymrużeniem oka:

Będzie lepiej! Złapałem Radio Maryja!!!

to by było tyle na dziś, co jednym palcem wystukała Nulka (druga ręka trzyma kciuki za tę nockę ;))

Trzymam kciuki

Podziwiam Cię... bo sam nie wiem ile tak mógłbym iśc w tej breji i deszczu z coraz cięższym plecakiem chłonącym wodę.

Wolał bym to przebiec (gdybym mógł ) niż "zaczłapać" się na śmierć. Chodzenie wbrew pozorom bardziej daje popalić psychicznie niż bieganie.

Prywatnie bardziej podziwiam kogoś kto dłużej jest na trasie zawodów niż kogoś kto tylko przeleci przez linię mety. Bo wiem ile to kosztowało tą osobę wysiłku i cierpienia by dotknąc tą upragnioną linię mety .

Dziękuję Aniu, a Ty Irci napieraj....napieraj nie Poddawaj się:)

12.01.2001 godz. 6.52
Trochę popaduje, ale przestało wiać. Trochę coś zjem i zwijam się. Namiot mokry, pozdrawiam.

Wdziewam się w kombinezon z goretexu. Może być ciekawie bo nie ma srajklapki ;)

godz. 9.45
Jestem w Węgierskiej Górce w restauracji Casablanca i piję fifko. Potem małe zakupy i ruszam dalej. Cały czas pada. Beskid Śląski się skończył. Aparatu nie kupuję, bo mało kasy. Trudno nie będę miał pamiątki, papaaa.

godz.14.02
Opuszczam Węgierską. Trochę tu zabalowałem. Pada deszcz ze śniegiem, syf. Jakbym się nie odezwał to znaczy, że nie ma zasięgu...

...w imieniu Irci napisała Nulka (myśli skąd tu wytrzasnąć jakiś zbędny aparat)...

W Węgierskiej Ircia zabawił nieco. Przysiadł się do niego jakiś zawodowy góral i tak sobie po piwku stawiali rozmawiając przy tym namiętnie no o czym...? O polityce! Jak potem Ircia szedł, tego nie wiem. Już był wieczór jak z lasu wyskoczył jakiś facet z siekierką. Ircia zapytał o schronisko, a góral powiedział - będzie ze 20 minut. Po ciemaku doszedł na dobrą godzinę.
A w schronisku przywitali go tak jakby zobaczyli ufo. Jest jedynym gościem. Przywitano go bardzo serdecznie, za głowę się łapali, gdy powiedział, że w tą wichurę spał w lesie.
Ircia poprosił aby polecić to schronisko. Prowadzi je dwójka starszych ludzi, ciepło, miło, dmowo. Nawet kapcie mu dali.
Więc się suszy, zszywa i impregnuje.
W kwestii aparatu postanowił, że nie będzie jednak szmelcu kupował, bo cyknięte zdjęcie przed schroniskiem mu nie jest do niczego potrzebne, a i tak będzie musiał sobie profesjonalny sprzęt odkupić. Może i racja, chociaż trochę szkoda...

12.01.2007 godz. 18.20
No to skończyłem na dzisiaj. Jestem w schronisku "SŁOWIANKA". Przefajne i małe. Domowa atmosfera. Suszę się teraz. Droga spoko, popaduje trochę śnieżek i się ochlodziło (pochwal i poleć to schronisko na forum!).

Wieczorkiem rozmawiałam z Ircia. Mówił, że noc była koszmarna. gdy rano wyszedł z namiotu zobaczył kilka metrów dalej zwalony potężny świerk. Poza tym kilka sporych kamieni oderwało się ze ścieżki, zatrzymały się na namiocie, ale nie uszkodziły niczego.
Za kilkanaście minut przysłał sms:

godz. 20.38
Gospodarze poszli spać i zostawili mnie samego! Wszystko pootwierane, mogę sobie korzystać do woli z kuchni... jak w domu!!! Nigdy nie byłem w takim schronisku!


...i to by było na tyle. Spokojniejsza o los kolegi, Nulka

13.01.2007 godz. 7.45
Witam Aniu z rana. Właśnie się pakuję i za godzinkę ruszam. Trochę się podziębiłem, ale wypocę po drodze. Mam przynajmniej taką nadzieję. Miłego dnia!
------
Są dwa stopnie. Wieje, mgła. Popaduje i jest szaroburo i ponuro.

...tylko nie napisał gdzie teraz idze. A ja idę po kawkę. Pozdrawiam, Nulka

No i cisza. Od rana ani jednej informacji. Nie można się połączyć, nie ma żadnego info od operatora tylko cisza. Na pewno jest poza zasięgiem, na żaden sms nie mam odpowiedzi. Hm...
Nulka

Cholera, cały post mi zeżarło, no to jeszcze raz.

14.01.2007 godz. 7.40
Żyję. Spałem w lesie, nie było zasięgu. Potem napiszę więcej.

godz. 8.51
Jestem już w schronie na Miziowej. Suszę śpiwór po upojnej nocy. Dziś spałem na śniegu, w nocy -2 C.
Teraz mocno wieje, czasami tarmosi człekiem po ścieżce. Od hali Rysianki śnieg. Wczoraj pobłądziłem, straciłem godziny. Są zrywki drewna i zrywają razem ze znakami szlaku...
Na Rysiance spotkałem miłych ludzi. Obfotografowali mnie jak małpę i wyślą tobie na napieraj. I nie panikuj jak nima kontaktu. Mi jest gorzej jak wieczorkiem nie mogę napisać. Pozdrawiam!


godz. 10.06
Ruszam z Miziowej. Duje jak ten pierun! Miłego dzionka Aniu i nie obgadywać mnie nocką z Zawojką bo mam czkawkę!

No obgadałyśmy, a co. Do trzeciej rano. Ale w końcu nie za często zdarza się taki zakręcony znajomy. Zawojka na dodatek miała dla Irci dobrą wiadomość, ktoś chce o nim napisać. Gdzie? narazie to nie jest istotne. Jak napisze, to powiem gdzie. Ja też o Irci wspomnę, ale tam gość chce tylko o nim napisać artykuł, a to duża różnica.

godz. 12.10
Co na obiad? Jak dobre to wpadam!

Oj Ircia! Nie mam sumienia powiedzieć Ci, że są gołąbki!

...to tyle przed nulkowym obiadem :)

No proszę, tylko skończyłam pisać poprzedni post, a okazało się, że Ircia potrafi nieźle zaskakiwać!

godz. 12.40
Jestem na Słowacji! Na pifku.

godz. 13.36
Strzeliło mi ścięgno pod kolanem, człapię jak żółw. Spisali mnie wopiści i postraszyli, że misie nie śpią. Podobno nabroiły we wsi i teraz żarcie trza trzymać za namiotem.

godz.16.45
Właśnie się zatrzymałem i próbuję rozpalić ognisko. Więcej szczegółów potem...

godz. 18.46
Dzisiaj mimo bolącego kolana jest fajny dzionek. Najpierw spotkałem dwóch cyklistów, a ci mnie wyciągnęli na fifko na Słowację.
Potem do 15 lało i gadałem z pania z kantoru (długo) i panem z szaletu (krótko).
Zapaliłem ognisko, ale tylko godzinkę się paliło. Mokro.
Żarcie wisi na drzewie, podobno misiek nie śpi i po co ma mi po namiocie łazić. Już narozrabiał we wsi niedaleko.
A urobiłem ze 12 km i jestem przed Jaworzyną. Pozdrawiam.
----
A rozmawiałem na przełęczy Glinne


...zaraz będę życzyć Irci dobrej nocki bez miśka w śpiworze. Nulka

Nulka - świetna relacja - czyta się jak dobry kryminał.
Te gołąbki powaliły mnie na nogi - tak trzymaj!!!


----------------
"Ambicja to ostatni bastion porażki."
Wilde, Oscar
www.ADVENTURE.WAW.PL


znowu zżarło... później napiszę

teraz właśnie jest to "później"

15.01.2007 godz. 6.03
Hej Aniu! Już się wykluwam i za godzinkę wyruszam. W nocy była słowacka straż graniczna. Na quardach przyjechali, spisali i pojechali. Miłego dnia! Dziś do wieczora wyłączam komórkę.

Nie na długo Ircia odciął się od cywilizacji. Gdy jadłam śniadanie przyszedł sms.

godz.9.17
Widziałem wilka... Stał jakieś 30 metrów ode mnie. Pogapił się chwilę i gdzieś se pobiegł. Piękny on był. Taki puchaty...

Kiedyś widziałam skórę z wilka. Nie była ani piękna, ani puchata. Ircia musi mieć żelazne nerwy, mnie przerażał nawet martwy wilk... Ach, zapomniałam napisać, że gdy rano wyruszył, to niedługo potem natknął się na ślady niedźwiedzia. Na szczęście było to spory kawałek drogi od namiotu.

godz. 16.50
Jestem na Markowych Szczawinach. Tak się obżarłem, że tu chyba zostanę na noc.
Jutro Babia Góra i dalej. Noga pobolewa.
Szlak fajny, bo błoto zamarzło... Trzymaj się cieplutko!

godz. 20.50
Dostałem Aniu od pana kierownika schroniska talerz z sernikami i je sobie rąbię na dobranoc! Fajnie mam! co? To już chyba przedostatni dzień w Beskidzie Żywieckim. Potem Jordanów, Rabka, no i Gorce... Mimo bólu nogi coraz lepiej mi się idzie... to karaluchy pod poduchy. Miłej nocki.

"Pusto w Gorcach jest jesienią..." przypomniały mi się słowa starej piosenki i tak jakoś nastrojowo się zrobiło... Jesienią, a teraz? Chyba nie ma zbyt wielu takich zimowych, samotnych wędrowców
... na dobranoc nostalgicznie... Nulka

Nulka może to Ci pomoże.

Wczoraj dopadł mnie tu maly pech. Nie po raz pierwszy niechcący wykasowałam starannie wklepywany tekst. Ircia mi na pewno wybaczy, że wczorajsza relacja ukaże się dopiero dzisiaj.
Wczorajszy post uzupełnię później, a teraz zajmę się dniem dzisiejszym Irci.

16.01.2007 godz. 6.28
Witaj, pakuję się, impregnuję butki, coś tam łyknę i ruszam na Babią. Pozdrawiam!
Duże podziękowania dla sklepu sportowego "DANTER-SPORT" z Lublina za super bieliznę! Sprawdza się znakomicie, szczególnie ta bordowa.


W drugim smsie Zbyś zapytał, czy podałam tu adres, bo ludzie, których spotyka podeślą zdjęcia. Podałam, ale narazie nic nie przyszło na skrzynkę.

... tyle na teraz, wymęczona całonocnym pisaniem Nulka...

dodałam wczorajszy "zjedzony" post, a później wkleję w galerię zdjęcia :))

Zanim o Irci, mam pytanie do zorientowanych. Jak mam założyć album? W co kliknąć? Weszłam w galerię i widzę tam:
Lista albumów :: Zamieść zdjęcie :: Ostatnio zamieszczone :: Ostatnie komentarze :: Najpopularniejsze :: Najwyżej ocenione :: Wyszukaj
Żaden z tych linków nie pozwala zrobić nowego albumu. A może coś przeoczyłam?

16.01.2007 godz. 11.05
Jestem na Babiej, widok przecudny!
Pozdrowienia dla najpiękniejszej góralki z Zawoi - tej co nie lubi Szaflar wsi!


Hej hej Zawojanka! Ja Cię też pozdrawiam niezależnie od gg :)

godz. 13.45
Właśnie zlazłem z Babiej. Ze pięć malowniczych upadków miałem. Zalodzona ścieżka na Krowiarki.
Znowu po nocy będę się szlajał. Nie zdążę przed zmrokiem na Halę Krupową
A ładne te zdjęcia?


Ładne, ładne... tylko że nie umiem ich tu wkleić...
Bardzo dziękuję Arkowi i Magdzie, którzy przesłali mi zdjęcia Irci zrobione przez nich przy schronisku na Rysiance. Mam nadzieję, że ktoś mi podpowie co z tym albumem. To przerasta moje umiejętności :)

godz. 19.50
Hej Aniu! Jestem w schronisku na Hali Krupowej i zostaję tu do jutra. To znaczy jutro też. Urządzam pranie i dam odpocząć trochę nodze. Dziś pod wieczór lrdwo kuśtykałem.
Szlaki bardzo śliskie.
Śmiesznie na przełęczy Krowiarki było, bo z takim góralem se gadałem i napomknąłem, że pifka bym się napił. A ten wsiadł w samochód i mi przywiózł!
Hehe! Są jeszcze dobrzy ludzie! Pozdrawiam.


...tym razem bez przeszkód, bez znikających tekstów spisała jak umiała Nulka

jak skończy, trzeba go wysłać jeszcze raz!! czyta się fantastycznie!! trzymam kciuki za wędrowca i reporterkę!!


----------------
Staś Odróbka
ZHP NONSTOP ADVENTURE


Wczoraj w południe Ircia zadzwonił do mnie ze szczytu Babiej Góry - baardzo to było miłe.Trzymaj się wariacie - a za "najpiękniejszej" odpuszczam Ci te Szaflary.hahahah

Byłam pewna, że dziś Ircia nie dostarczy mi żadnych ciekawych informacji. Bo cóż można robić w schronisku? A tymczasem...

17.01.2007 godz. 8.57
Hej Aniu, dzisiaj się byczę i robię pranie...

No, zdaje się że ircia pospał należycie, o czym świadczył brak smsa a szóstej rano.

godz. 12.21
Suszę namiot, obmyłem swe pikne ciało. Zamoczyłem pranie i zaraz doprowadzę je do ogólnej szarości.
Pozbyłem się kurtki, kolejny balast mniej. Dałem ją kierownikowi na Krupowej, kombinezon mi w zupełności wystarczy.
Noga dalej boli, jutro będę w mieście to coś nabędę na bóla.
Chcę iść bardzo rano coby przeskoczyć za jednym zamachem Jordanów i Rabkę.
Albo kiełbasa, którą niosę z Węgierskiej G. się popsuła, albo mojej ... tak porcelana się podoba, że mnie tak goni.
----
A na Krupowej kwitną bazie...


Czytając wieczornego smsa odkryłam dlaczego.. ta porcelana... heh, współczuję i życzę jak najmniej takich sensacji, bo o ile pamiętam to ma goretex bez srajklapki ;)

godz. 13.36
Jużem oprany. Zrobiłem to jak umiałem i mam nadzieję, że cap opuścił skarpety...

godz. 14.45
Już mnie mierzi to odpoczywanie, a nodze się nie poprawia...

Ojm czuję, że wyraźnie się nudzimy... W międzyczasie zapytał miły podróżnik o stronę z rakietami. Gdy po dłuższym czasie odpisałam pytając po co mu to, dowiedziałam się, że... już posprawdzał... Czyżby skorzystał z internetu? Może i tu zajrzał...? Eeeeee skąd, laptopa przecież nie zabrał. A może że jacyś dobrzy ludzie mieli? A może było zupełnie inaczej?

godz. 18.33
Zrobiłem sobie barszczyku na jutro do termosu. Mam jeszcze dwie torebki tego świństwa. Bokiem mi już wychodzi.
Najbardziej lubie citroen getrank i to z taką zimną wodą z potoku. To na cholere mi ten ciężki termos...
Pozdrawiam wszystkich! Idę zaraz lulu - o 4-tej pobudka, o 5-tej wymarsz.
Hehe... ambicja mnie zżera, pewno zaśpię...


No miły Ircia! Ja o 4 pobudki Ci nie zrobię, chyba że będę się kłaść o tej porze, co czasem bywa nawet prawdopodobne. Ale nie dziś.
Czasem myślę, że Irci lepiej się idzie przez oblodzone i wietrzne szlaki, niż mi przegania dzień w cieplutkim mieszkanku.

A tu są zdjęcia!
http://anka-w-foto.blog.onet.pl

Ciekawie zakręcony gość


----------------


W rzeczy samej, możnaby powiedzieć nawet pozytywnie zakręcony... aparat zgubił.....kurtkę oddaje.....
filozof jakiś chyba
powinna mu się w nagrodę choćby pogoda poprawić, taka prawdziwa zimowa....

trzymam kciuki

Panowie adminowie - pomogliby niewiaście!
Żeby gdzieś po innych portalach musiała się szwendać - wstyd


----------------
"Ambicja to ostatni bastion porażki."
Wilde, Oscar
www.ADVENTURE.WAW.PL


Tak, wczoraj kontaktowałam się w tej sprawie, ale nie ma obecnie możliwości dodawania tu zdjęć. Nie czekając na odpowiedź poradziłam sobie inaczej :)
Później napiszę więcej, pozdrawiam!

mam nadzieję, że Ircia nie śpi teraz w namiocie gdzieś na grani są jakieś wieści?

Są wieści, są! jest ich tyle, że będę klepać godzinę. Bo mily Ircia, chociaż szedł od 5 rano, to najwyraźniej nudził się okrutnie. Nie mialam dziś możliwości chociaż połowy tego w południe tu wpisać. A więc nie przedlużając wstępu...

17.01.2007 godz. 5.43
Witam, już sobie maszeruję…

Godz. 8.40
Poezja smaku – rodzynki zapijane barszczem! Właśnie jem coś w rodzaju śniadania. Zaczęło wiać i chmurwy nadchodzą…

Chmurwy...? Fajne, ja słyszałam tylko o biurwach.

godz. 11.42
Jestem w strefie niskich cen. Doczłapałem się do Jordanowa.

godz. 14.50
Jestem w Rabce, ale ni ma nigdzie szyldu „EKSPRESOWE NAPRAWIANIE KOLAN”. A takie to niby słynne uzdrowisko…

Słałam wiadomości z bramki (oj! pojemna i cierpliwa), aby przypadkiem nie spał w namiocie, ale oczywiście niepotrzebnie panikowałam :)

godz. 17.00
Spoko, o namiocie nie ma mowy. Wiatr jest taki, że wrony latają wywrócone na lewą stronę…

godz. 17.15
Dotarłem do schroniska na Maciejowej… i jak wlazłem, tak się prąd zepsuł! I jest bardzo romantycznie, palą się świeczki…
Dzisiaj dużo urobiłem, ale okolica taka sobie, deptanie po asfalcie.
Wiatr jest taki, że momentami trudno ustać na ścieżce…
A jutro ni ma zmiłuj, muszę być w nowym targu odebrać kasę na dalszą część tego mojego człapania…


godz. 17.30
A! No i jestem już w Gorcach! Pożegnałem Beskid Żywiecki…

godz. 18.06
Dziś na kolacyjkę świeże bułeczki z salami. MNIAM MNIAM! Dawno już świeżego pieczywa nie jadłem…

godz. 18.53
No jajca jak berety! Samych fajnych ludzi spotykam na szlaku. Ale napiszę wieczorkiem jak już będę w śpiworku.

godz. 19.30
Schroniskiem trzęsie jak pociągiem na rozjeździe.

godz. 21.25
Już w śpiworku. A to było tak: sobie przyszedłem na Maciejowi, a kierownik schroniska se coś dłubał przy sankach do psiego zaprzęgu. Dałem dowoda i dwie dychy za spanie…
Potem szlag trafił światło, to sobie kafle zrobiłem i zacząłem grać na fleciku… A ten mi oddaje kasę za nocleg i mówi żebym grał, bo mu się podoba…
Młodzi ludzie to prowadzą i nie łasi na kasę. Przyjęli mnie tak jak ludzie gór.
PINC gwiazdek dla ludzi prowadzących to schronisko!


godz. 21.47
No jak łażę tyle lat po górach to jeszcze takiej dujawicy nie widziałem!

A w trakcie gdy to piszę...

godz. 00.10
No i nie moge zasnąć, mimo że od 4 rano na nogach... Wieje coraz gorzej...

godz. 00.29
A niebo się błyska jak w czasie burzy, tylko po cichu...

Ja też nie mogę zasnąć... Niczego już więcej nie dopisuję do dzisiejszej relacji, No może jeszcze to, że pomiędzy tymi wiadomościami było kilka innych, w tym i taki, co na wyświetlaczu zaznaczył się ugryzioną kopertą. Nie wiem już co było w tej wiadomości, bo doszedł tylko ogon w postaci tekstu: ...i nie lubię tych miśków :))
Wyraźnie Ircia miał nadmiar wolnego czasu.

...Nulka (wykończona)

skleroza - dodane 2 zdjęcia z przeszłości :)
http://anka-w-foto.blog.onet.pl

witajcie kochane napieracze..jestem w New Targu..odwiedzam znajomego i pobieram nową kasę bo stara się zużyła..dalej w drogę ruszam w niedziele rano..ochłodziło się ,mam nadzieję że się zima zrobi bo już dosyć mam wilgoci a i przejście to bedzie w końcu zimowe..dzisiaj kupilem sobie mapy beskidu sądeckiego i niskiego..w życiu tam nie bylem a i mapy widzę pierwszy raz na oczy..z map wynika że bedzie wesolo..śpię w bacówce nad Rabką super ludziska ją prowadzą!!! pozdrawiam serdecznie!! lezie mi sie coraz fajniej mimo że ból nogi już zaczyna być stalym elementem..plecak sobie dopasowalem leży jak ulał no i trochę go odciążyłem po drodze.a i sam się wbrew mej woli też odciążył..ale to już wiecie..dzięki wam wielkie za zainteresowanie..się zdziwilem bardzo że tak wiele ludzi tu wpada..no i duże dzięki Aniu za benedyktyńska pracę. i wszystkim dzięki którzy mi pomagają..Zbyszkowi, Tomkowi, mojej żonie Kasi...pozdrawiam was bardzo serdecznie....trzymajcie się wszyscy cieplutko!!!!

jeju zapomnialem podziękować najpikniejszej góralce Marysi z Zawoii...(tej co nie lubi Szaflar Wsi) :-D

No to Ircia zrobił niespodziankę! Rano dryndnął i powiedział, że jak będzie w N.T. to poszuka jakiejś kawiarenki internetowej.
W nocy wiało tak, że o mało co aby wywiało wszystkich :) Te malownicze i milczące rozbłyski na niebie, które nam wczoraj romantycznie opisywał okazały się zwiastunem dosyć głośnej i efektownej burzy.

Podziękowania dla naszej miłej Zawojanki :)) za konkretne działania, aby Ircia mógł nadal wysyłać hurtowe ilości smsów!
Ircia prosił, aby bardzo podziękować serwisowi
www.rakiety.pl
Firma ta aby wesprzeć Irci wyprawę zobowiązała się do dostarczenia mu w razie potrzeby wybranych rakiet śnieżnych. Dostarczą w wybrane miejsce, gdy bez tego sprzętu nie da się dalej iść.
Wielkie dzięki! To naprawdę wpaniała wiadomośc i podnosi na duchu naszego dzielnego i wytrwałego wędrowca i bardzo sympatycznego kolegę. My, którzy Ircie w różny sposób wspieramy też przyłączamy się do tych podziękowań.

A teraz to co dziś Ircia podesłał. Nie ma tego dużo, aż się zaniepokoiłam co jest. A tu po prostu... nic się nie działo.

19.01.2007 godz. 07.07
Na Markowych Szczawinach też gość mi robił zdjęcia, ale wyśle jak wróci do domu. Dzieńdoberek pani Aniu...

Potem rozmawialiśmy, a niebawem przyszedł sms:

godz. 8.48
Schodzę na dół tą samą ścieżką. Mnóstwo połamanych drzew. Jak zapałki...

godz. 13.49
Pije pifko...

A potem nastąpiła cisza... i cisza... i cisza... Tylko ten wpis na forum świadczył o tym, że Ircia dobrze się miewa. W końcu z bramki popchnęłam smsa. I jeszcze jednego. I jak wysłałam drugiego, to zobaczyłam, że przeskoczył początek numeru na górę listy. No i wysłałam wiadomość do całkiem obcego człowieka. Kolejnym smsem przeprosiłam i już uważając co robie wysłałam Irci co trzeba.

godz. 21.24
Bo nic się nie dzieje. Byczę się i obżeram i będę spał w prawdziwej pościeli.
Jutro wracam na Maciejową, a pojutrze ruszam już na szlak.


godz. 22.03
Sory, że nie pisałem, ale chciałem się na chwilę wyłączyć z tego...

No właśnie... czasem potrzeba przestać myśleć. Napisałam więc ostatniego smsa, że jutro ma urlop od newsów, niech wypoczywa :))

...dobrej nocy, Nulka

www.anka-w-foto.blog.onet.pl

Rano była cisza, widać że Ircia naprawdę odpoczywał. Ale koło południa zadzwonił telefon. Wracał już na swoje śmieci do schroniska, po drodze kupił zabawkę dla dziecka i flaszeczkę wina dla właścicieli schroniska w podziękowaniu za takie fajne przyjęcie i nocleg.
Ale opowiedział gorszą historię. Rano obejrzał bolące koalno, a tu noga cała sina! Bardzo się zdenerwował i zmartwił tą sytuacją dopóki... nie poszedł pod prysznic. Od razu go to uzdrowiło. No cóż, mimo XXI wieku zdarza się, że bielizna farbuje :) Więc niedługo potem dostałam smsa:

20.01.2007 godz. 13.07
Błogosławieni ci, którzy śmieją się z siebie, albowiem nigdy nie zabraknie im powodu do radości!" - to apropos mojej sinej kończyny. Ubawiłem się rano... he he he... Pozdrawiam wszystkich!

godz. 16.56
Jestem już w schronisku, powoli żarcie pakuję na następne kilka dni...

Gdy rozmawialiśmy powiedział, że już teraz poprosi o dostarczenie rakiet do schroniska ??? nie pamiętam nazwy! Zanosi się na radykalną zmianę pogody być może będą potrzebne szybciej niż by się mogło wydawać.

godz. 17.59
Pan w schronisku nie przyjął flaszki wina w ramach podzięki za noclegi gratisowe, a jeszcze sam poczęstował wielką szklanką rumu z colą...

godz. 19.39
Siedzę przy kominku, wiatr hula za oknem... A ja chłonę domową atmosferę... Dla takich momentów i chwil warto się poniewierać po górach... Wtedy naprawdę się je docenia... Jutro w drogę, dalej...
Z nogą lepiej, siność zeszła he he


Miło.. też bym tak chciała... może kiedyś?

godz. 21.50
Mam tak malowniczy burdel w pokoju, że pikny widok na Tatry to małe fifko. A puzzle to pryszcze porównaniu z pakowaniem do wora 65 l. Idę lulu i jakoś mi smutno...

Ircia, to przez ten rum! Szkoda, że nie był to absynt, bo by wszystko na zielono widział miły Ircia a nie na szaro i sino!
Mam się nie martwić, gdy będzie "poza zasięgiem". Jasne, nadmiar troski też bywa szkodliwy.

...dobrej nocki Ircia. I tak będziemy myśleć jak Ci tam się wiedzie w tej nieznanej drodze. Nulka
....
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

Nie mógł Ircia w nocy spać. Tylko zdążyłam zasnąć, przyszedł od niego sms

21.01.2007 godz. 03.56
Nie mogę spać... No to się pakuję i idę dalej...

godz. 04.58
No wstałem i idę, ale mgła taka, że widzę na 3 metry. Miłego dzionka Aniu...

Ale to wszystko i następne smsy odczytałam dużo później, bo zarwałam trochę nocy...

godz. 06.55
Jestem przy schronisku na Starych Wierchach, ale nie wchodzę. Wszyscy śpią.

godz. 08.48
Jak będę mógł dryndnąć to daj znać, wq...łem się wczoraj.

To było czuć po tym co pisał, że coś jest mocno nie tak. Ale nie chciałam wypytywać, bo przecież jeżeli zechce to sam powie jaka jest przyczyna złych nastrojów.
No cóż, można by długo dywagować nad naturą duszy, ale przyczyna okazała się czysto ludzka.
Wczoraj miły Ircia wracał do "swojego" schroniska z dwudniowej wyprawy do miasta (tam nocował i spał w pościeli i noga mu zsiniała). A że droga daleka, to zahaczył o schronisko na Stożku. Był tam jedynym gościem. Panienka za ladą nie była zbyt uprzejma, ściął się z nią w kwestii połkniętej przez automat złotówki i w pary innych kwestiach. Nastawił sobie wodę na wrzątek, zostawił termos i poszedł do łazienki. Już ta nieprzyjemna sytuacja w schronisku wprawiła go w kiepski nastrój. Wrócił, pogapił się w kominek, wypili z gospodarzami szklaneczkę rumu, a potem Ircia poszedł przygotowywać się do drogi. Wziął termos, odkręcił, wylał resztki herbaty ze środka, a razem z herbatą z termosu wypadła... guma do żucia. Tak się tym wqrwił, że... problem w tym, ze on gumy nie żuje, a jedyne miejsce gdzie termos stał otwarty to owo schronisko na Stożku... Przypadek czy złośliwość krewkiej góraleczki? hmm ciekawe...

godz. 11.14
jestem na Turbaczu. Pada mokry śnieg, droga paskudna. Śnieg, a pod nim woda. Całym mokry. Blisko schroniska się pogubiłem, skończyły się znaki. Jem coś i dalej idę.
----------
Wali śnieg jak cholera...

godz. 12.58
Rozwaliły mi się stoptuty! Cholera kolejny wydatek. Już ruszam ze schroniska w kierunku Lubania... Do wieczorka. napiszę jak namiot rozbiję...

a jednak.. Cały Ircia. Nie minęło trochę czasu, jak napisał:

godz. 14.59
Ale pięknie Tatry widać!
-----------
A kiedy turniej w Rumii? Zdążę zejść z tych gór?

Widok był tak piękny, że zdzwonił aby o nim opowiedzieć. Pięknie opisał chmury zbierające się na horyzoncie, widok dymiących gór i to, że niedługo halny zawieje... Jakbym to na własne oczy widziała. Zażartowałam, że do maja to chyba zdąży wrócić :)

godz. 15.37
Widoki piękne, ale psuje je chlupot w butach. Kompletnie mokre!

godz. 17.20
Miłej nocki, nie chce mi się nawet pisać.

godz. 18.44
No to se podrzemałem ciut. Jestem gdzieś przed Lubaniem. Dziś dużo uszedłem. Jak na ten syf kole 30 będzie. Buty mokre na amen. Powsadzałem gazety do środka, może ciut trochę podeschną. Mogło by już przymrozić trochę, wtedy wszystko mniej przemięka

Najgorsze te buty... Ale najważniejsze, że nieco się nastrój Irci poprawił, a noga mniej boli. pewnie przestała po tym jak zeszło z niej to, co sine ;)

...chyba wszystko zapamiętałam z rozmów, jutro postaram się chociaż część napisać w dzień. Nulka

--------------------
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

Dziś, ze względu na bardzo późną porę zrobię małe odstępstwo od reguły, w większości informacji pominę godzinę wysłania, nie ma to dziś takiego znaczenia jak przy dojściach.
Duże podziękowania dla serwisu
www.rakiety.pl
Dokładniej o tym napisał Ircia w jednym z smsów.
No o jadziem!

22.01.2007. godz. 07.28
No to sobie człapię dalej…

Siada mi bateria. Dzisiaj pewno do Krościenka se dojdę i jakiejś suszarni trza szukać. W nocy zgubiłem ostatnią czapkę, została mi tylko kominiarka. Jest mrozik, idzie ku lepszemu! Miłego dnia!


Godz. 10.49
Rakiety załatwione! Będą do odbioru w miejscu, które wskazałem. Podziękuj na forum firmie!

Godz. 14.20
Siedzę u pana stolarza pod Ochotnicą G., suszę buty i je od razu impregnuję na max. Kupiłem kapustę, boczek i łazanki i pichcę domowego obiadka sobie i jest mi jakoś fajowo…
-------------
Wyglądam jak stolarz, cały jestem w pyle bo coś szlifują, a ja przy tym trociniaku u niego w warsztacie dalej nad butami pracuję.
-------------
A na Turbaczu podprowadziłem solniczkę z jadalni. Pewnie dlatego tak mnie potem sponiewierało za karę…
-------------
Cały dzionek patrzę sobie jak powstają drzwi od deski do końca. Stolarzowi syn pomaga, taki z gimnazjum. Podobno skończą kole pierwszej w nocy. Fajnie, tak chciałem. Nie tylko samo iście, ale też wtopienie się w życie ludzi, którzy żyją w górach. I mimo, że to przypadkowe, bo nie wybierałem, zawsze jest sympatycznie. Ciekawe czy będą im moje łazanki z kapuchą smakowały. A nocleg 10 złotych…
-------------
Albo bym pisał i pisał. Fajny dzień, to w skrócie: stolarzowi łazanki smakowały! A żona to na mnie krzywo patrzała, że umiem coś pichcić. Uwalany cały jestem i w trocinach i w pyle od drewna. Idę lulu.
He he, nie macie tak fajnie jak ja…
-------------
P.s. Takiego burda to jeszcze nie miałem. Jak rano znajdę siebie to…
-------------
A ten opis co się wyświetla jak się w kompie wpisze „Główny Szlak Beskidzki” to o kant tyłka potłuc!


godz. 22.03
A tu wszyscy mówią o jakimś profesorze, co zaginął. Dziwna historia. Przypomnij mi w maju u Zawojki…

...świetnie dziś się spisał Zby$. Dobranoc, Nulka ;)

-------------------
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

No nieeee.

Trzeba go będzie wysyłać w góry za każdym razem jak wróci do domu. Wpadam na ten wątek od czasu do czasu w pracy i zawsze miło się czyta.


----------------
Na temat proszę!


Ircia się rozpisał! Nic tu po mnie tym razem!

23.01 2007 godz. 7.54
Zaspałem. A za oknem śnieżek se popaduje. Dzieńdoberek Aniu…

Wysłałam sms, że po wczorajszej relacji jest dopisek na forum :))

Godz. 10.46
Wam się czyta świetnie, a ja cholera znowu pobłądziłem! Oczywiście za namową górali…

Godz. 11.17
Już się odnalazłem. We łbie mi jeszcze szumi po noclegu u stolarza. Boże broń przad noclegiem u szewca!

godz. 12.40
Twoje zdrówko Aniu! Właśnie piję piwko ratunkowe „Strzelec”. Śnieg sypie cały czas, już jest po kostki.

Godz. 13.45
Jest mrozik, bo mi się ryj(ek) zamroził – broda i wąsy i zrobiło się przecudnie! Już nie jest szaroburo i ponuro...

Godz. 18.18
Jestem już w śpiworku... Zjadłem pół słoja pulpetów i bułę ze smalcem i czosnkiem.
Cały czas wali śnieg, jest -8 C. Grzeję trochę gazem w namiocie. Jestem jakieś 500 m za Lubaniem. Mało urobiłem, ale lepszy cyc niż nic.
Butki i skarpety po raz pierwszy mam suche. Śnieg co chwilę osuwa się z namiotu.. namiot tradycyjnie stoi na środku ścieżki. Pozdrawiam!


Zapomiałam, bo tyle się wczoraj działo, że u stolarza Ircia wylądował z powodu kompletnie mokrych butów. Powiedział, że jeszcze trochę, a by ze skórą je zdejmował. Obrazek ze stolarni był taki: stolarze robili drzwi, a Ircia siedział i grzał się przy trociniaku. A buty litościwy gospodarz zaczepił na dwóch drągach i się suszyły w cieple piecyka. Ale żeby tak wysuszyć wszystko łącznie z gardłem?? Dobrze, że chociaż to piwo miał zachomikowane.

Godz. 21.57
Namiot jest już zaszroniony, ciekawe co będzie rano. Opycham się teraz czekoladą.
Zepsuły mi się słuchawki do radyjka, a tak było fajnie sobie go wieczorkiem posłuchać. Może jakieś w Krościenku dostanę.
Stoptuta obwiązuję gumką dookoła, na razie to wystarcza.
Przed wyjazdem kupiłem taką miotełkę do śniegu, do samochodu. Bardzo się teraz przydaje w namiocie! Polecam wszystkim zimowym biwakowiczom


Godz. 21.16
Dzisiaj dzwonił kolega. Mówił, że jak się upora z egzaminami, to może dołączy do mnie. Fajnie by było, we dwójkę raźniej, a nie jak ten palec w d* sam w środku lasu. Sprężaj się Michał! Jest zajebiście!

Godz. 22.35
Jakiś zwierz mi łazi koło namiotu i spać nie daje. Pogonię to na chwilę polezie, a za chwilę wraca…

Jakby miał jakąś flintę, to by zrobił sobie zapas jedzenia na dalszą drogę ;)

Dobrej nocy Ircia, może nie zasypie Ci wejścia. Dobrze, że masz miotełke! Nulka

---------------------
www.rakiety.pl
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

Ircia! Każdy dzień rozpoczynam od lektury Twoich doniesień z trasy. Z prognozy widać, że w górach sypie śnieg, więc gdy to piszę, możesz być już nieźle zasypany. Mam nadzieję, że ten zwierz nie okazał się misiem. Trzymam kciuki.
Wesoły Jędruś


----------------
Andrzej


Powitanko było dziś o 6.30, widać zwierz nocny Irci nie ruszył. Nie wiem co to było, ale spróbuję się dowiedzieć. Pogubiłam się trochę dokąd teraz nasz wędrownik zmierza, ale mam nadzieję, że niebawem napisze gdzie jest.

24.01.2007 godz. 6.57
Dzisiaj na śniadanko mam grzanki z serem! Wkładam bułki do menażki i zapiekam. Nawet smaczne. I sam to wymyśliłem!

godz. 08.19
Las wygląda jak z bajki...

godz. 9.04
Wyjąłem zająca z wnyków. Nic mu nie było, pokicał se dalej. Cały czas idę po śladach, pewno tego kłusola, bo tylko lekko przysypane śniegiem...

godz. 10.10
Widoki jak z japońskich obrazów, a ja cholera bez aparatu!

...cdn. Nulka

Przez ostatnie dni wiadomości były bardziej niż skromne. Ale i z tych krótkich informacji wyłania sie nieco humoru. Widać, że nawet gorączka nie jest w stanie Irci złamać.

06.02.2007 godz. 8.49
Lezę, ale jakoś mi to słabo idzie...

Przed jedenastą zadzwonił. Był w Dulki przy Samotni Świętego Jana Poprzednie dwie noce spędził w jakimś gospodarstwie. Nie schronisko, nie agroturystyka, tylko ot takie normalne gospodarstwo. Drętwo tam i nic się nie działo. Pogadaliśmy trochę o wszystkim i niczym i na tym się zakończyło.
Za kilka minut jednak ponownie Ircia zadzwonił. Przypomniał sobie osobliwe powitanie na poprzedniej kwaterze. Drzwi otworzył mu starszy pan, gdy wszedł do domu zaraz pojawił się młodszy mężczyzna i na jednym wdechu wyrzucił z siebie - dzień dobry, jestem zięciem. Szkoła kontrabasu Katowice, ale od 30 lat tu zapier_alam.

godz. 18.32
Jestem w Iwoniczu. Oblazłem z 8 kwater i jakby się wszyscy umówili - 25 PLN i ani grosza mniej...

A to już dzisiejsza wiadomość:

07.02.2007 godz. 07.18
Ciut zaspałem, ale nie za dużo, za 15 minutek wyruszam...

3/4 drogi ma już za sobą, Wielki Dzień zbliża się, zbliża... Nulka

Przed południem Ircia zadzwonił. Głos już lepszy, nastrój lepszy, gorączki nie ma, za to znowu boli go kolano. No, czyli normalka, jak nie jedno to drugie. Dzwonił z Rymanowa. No i wydało się dlaczego ma taki dobry humor - w termosie zamiast jakiejś mało atrakcyjnej herbaciny Ircia miał co? no, no... nie zgadniecie - grzane wino! Mówi, że super mu sie idzie heh, on to potrafi narobić człowiekowi smaku. Najpierw grzanki własnego pomysłu, teraz to wino...
Tak sobie pogawędziliśmy o tym co po drodze. Spotkał roparzy, czyli tych co poszukuja ropy. Przegadał z jednym z nich dobrą godzinkę racząc się przy tym gorącym winkiem.
Nic się specjalnie nie dzieje, ta część szlaku jest deko monotonna i może nawet nużąca. ludzie. których spotyka po drodze są zupełnie inni niż górale. Tu na tych pustych przestrzeniach ludzie nie są zbyt rozmowni, jacyś zamknięci w sobie, inni niż ci, których dotąd spotykał. Bo z góralami można sobie i pogadać i pożartować i w ogóle jest fajniej.

godz. 12.02
No takiego napisu w barze jeszcze nie widziałem! "Zakaz palenia od godz. 12.30 do 15.00"...

A ktoś tu przed chwilą narzekał, że nic ciekawego się nie dzieje... To chyba nawet przebija jadłospis dla psów! Ale nie przebija szaletowego.

godz. 17.45
Udało mi się jednak dokuśtykać do Puław Górnych!

No i dalej cisza, pewnie nie ma zasięgu. Dziś nocleg w namiocie. Zapomniałam zapytać o ilość śniegu, rano się dowiem.
Ircia oblicza, że jeszcze 10-14 dni będzie w drodze. Zażyczyłam sobie pamiątkową pocztówkę z wyprawy, w końcu jakąś pamiątkę też muszę mieć. Ircia wyraził obawę - a jak dojdzie 14, w walentynki? Heh fajnie, to mąż się zdziwi.

...a tymczasem zobaczymy co przyniesie ranek. Nulka
------------------------
Sklep Sportowy DANTER-SPORT w Lublinie
www.rakiety.pl
www.zawoja.ves.pl
-------------------
Więcej o sponsorach na:
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

08.02.2007 godz. 8.53
Dopiero ruszyłem, ale dziś planowe spóźnienie, bo do Komańczy i tak nie dojdę. A po drodze mam wiatę do spania i tam chcę dojść. Miłego dzionka…

Godz. 9.39
Wali śniegiem prosto w oczy, szkoda że gogli nie mam…

Śnieg sypał, a właściwie zacinał mu dziś prosto w twarz. Ale sypało bardzo, bardzo mocno. Nocował nie w namiocie, ale u zielonoświątkowców. Nie wyszło Irci to na dobre, a właściwie nawet na złe, bo z nadzieją poszedł do sklepu, a tam... ani fajek, ani piwa. W każdym razie powiedział, że ma już dośc tej swiętości i rusza szukać każdego koloru, tylko nie zielonego :)

Godz. 13.21
Same nieszczęścia, najpierw zieloni abstynenci, a teraz to błądzenie.

Błądzenie polegało na tym, że szlak niespodziewanie schodził w dół, ale nie prowadził w żadne konkretne miejsce. Po 4 godzinach marszu przesunął się zaledwie o kilometr, w zaspach musiał nadrabiać i wspinać się z powrotem na gorę. Nie przytoczę jak klął, ale było siarczyście. Moze latem taka wycieczka w dół ma swój urok, ale w takich warunkach pogodowych to nie zazdroszczę, zwlaszcza tej ponownej drogi pod górę.

Godz. 14.21
No i zamokły mi moje ostatnie fajki! ............! Sam się wykropkowałem, wystarczy przepisać…

Godz. 17.42
Jestem już w namiocie, śpiworku, mokry jak świnia. To jeden z gorszych dni. Namiot rozbiłem pod jakąś małą kapliczką. Potem jeszcze coś skrobnę.

Godz. 19.24
Topię już 4 menażkę wody, co drugą wypijam, a reszta do termosu na rano…

Godz. 20.16
…10 metrów od namiotu położyły się w śniegu i sobie śpią dwie łanie. I się nie boją zupełnie. To dzisiaj nie śpię sam…

I nie pytaj czy ładne te łanie…

no nie pytałam, ale miło jst mieć coś żywego w pobliżu. Dobrze ze to nie wilki, albo żądny przygód niedźwiedź.

Godz. 23.35
Z obrzydzeniem myślę o jutrzejszym poranku. Trza się będzie wbić w te zimne, mokre łachy. Blue kombinezon, ten bez srajklapki to można dosłownie wykręcać. A potem jeszcze kawł drogi do Komańczy bez gwarancji że dotrę do wieczorka.
Fajnie te łanie wyglądają, bo tak śpią, że jest między nimi kapliczka. Super fotka by była!

Godz. 00.08
Śpię w namiocie, wsio mokre i właśnie mokry śpiwór przestał mnie grzać, co mnie obudziło i teraz mnie ciut telepie.. Dogrzewam się gazem.

...co za koszmarne okoliczności przyrody... Nulka

Pamiętacie taki film "Konwój"?

Ja dzisiaj pierwszy raz trafiłem na ten dziennik wyprawy, ale z marszu przyłączam się do konwoju fanów Irci i Nulki.

Piękna sprawa - pozdrawiam


----------------
"So it goes" - Kurt Vonnegut/Slaughterhouse-Five

YORK SYSTEM AT


Zaczynam dzień od życzeń dla żony Irci, Kasi. Wszystkiego dobrego, Zbyszek sam napisał życzenia, są nieco niżej :)

Wracajac do trasy. Wczoraj koszmarnie sypało, a dziś równie koszmarnie lało. Trochę ircia mi namieszał w głowie, pogubiłam się gdzie co i jak, ale on sam wie najlepiej co dalej ma robić.

09.02.2007 godz. 7.42
A łań było 4, za namiotem jeszcze dwa dołki. Ale już poszły do roboty...
Jem śniadanko i z obrzydzeniem patrzę na blue kombinezon. Jak go włożę, to od razu będę mokry. Fuj! Dzisiejszy dzień ogłaszam dniem bez papierosa, a w ogóle to nie chce mi się wstać ze śpiworka. Grzeję gazem na ful, mam go jeszcze bardzo dużo i nie muszę oszczędzać. Miłego dzionka pani Aniu, a brudzia wypijemy u Zawojki.


A czemu nie, w sumie nawet wirtualnego nie wypiliśmy. Do maja jakoś wytrzymam. Niesamowita ta sieć...

godz. 12.47
Jestem jednak w Popowej Woli. Leje deszcz. Pani Irena w sklepie zrobiła mi kawkę i pozwoliła mi się ciut podsuszyć. Wielkie pozdrowienia od Irci dla imienniczki!

O tak, Ircia dzwonił i mówił, że spotkał się z ogromną życzliwością ze strony pani Irenki i mam szczególnie ją tu pozdrowić i jeszcze raz podziękować za wszystko co dziś dla Irci zrobiła. Ale o tym powiedział dopiero wieczorem, więc jeszcze chwila...

godz. 17.08
W skrócie: doszedłem do Tokarni, ale potem wycofałem się z powrotem z powodu intensywnego deszczu. Zlazłem do Woli Piotrowej, a teraz śpię w Komańczy u sióstr zakonnych.
Brakujący odcinek, czyli "kamień" zrobię jutro. O szczegółach opowiem wieczorkiem.


A szczegóły w wydaniu Irci wyglądają tak: w Piotrowej Woli wszedł do sklepu i tam troskliwie zajęła się naszym niezmordowanym wędrowcem pani Irena. Nie tylko zrobiła mu kawę, ale powiedziała gdzie i u kogo może pytać o nocleg. Poleciła kilka miejsc, które Ircia obleciał i... nigdzie nie znalazł kąta na nocleg i wysuszenie rzeczy. Dlaczego? Miejsce nawet by się znalazło, ale nie chciano wynajać mu pokoju na jedną noc. Bo się nie opłaca, bo tylko na dłużej itp.
Pani Ierna, gdy dowiedziała się, że Ircia w Popowej noclegu nie znalazł w żadnym z poleconych miejsc, pomogła mu dostać się do Komańczy. O ile dobrze zrozumiałam zorganizowała mu transport. A w Komańczy Ircia obszedł kilka miejsc, w końcu postanowił zaczekać na kierowniczkę schroniska, aby trochę ponegocjować cenę za nocleg. Czekając pozwiedzał trochę bliskie okolice, a głównie klasztor w Komańczy. Gdy tak sobie podziwiał świętości, przy okazji zapytał o nocleg i... bingo! Znalazło się dla Irci miejsce za dychę.
Pokój znajduje się w osobnym budyneczku, wygląda na to, że to pokoje gościnne dla rodzin zakonnic, a nie pokoje do wynajęcia na kwatery. W pokoju jest sam, a w niedużej kuchence rozstawił do suszenia namiot.
Fajnie, zawsze to coś innego niż zwykłe schronisko. Znając Irci dar do asymilacji z otoczeniem pomyślałam, że pewnie zaraz go będzie można niechcący na jakiejś mszy zobaczyć. I nie pomyliłam się wcale :)

godz. 20.09
Jutro urodziny mojej żony Kasi. Wszystkiego najlepszego Kasiu! Pociechy z dzieci i uciechy z męża! Rano mnie siostrzyczki na mszę zaprosiły, ale takie są uroki mieszkania w klasztorze...

No to Ircia się rozgrzeszy z nałogów na dalszą częś trasy, zwłaszcza, że od pani Ireny dostał paczkę fajek.
Ircia ma szczęście do spotykania na swojej drodze wspaniałych ludzi.. To cieszy i podbudowuje :)

...zaraz u Irci w klasztorze zadzwonią na mszę poranną, a ja zmykam lulu. Nulka
------------------------
Sklep Sportowy DANTER-SPORT w Lublinie
www.rakiety.pl
www.zawoja.ves.pl
-------------------
Więcej o sponsorach na:
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

Te Siostrzyczki to bardzo Miłe istotki sam miałem przyjemność raz jedna poznać...
Ubiegłego lata dojeżdżając do Komańczy na rowerze, dopadły mnie czarne chmurzyska 5km przed nią. Widać było jak burza przesuwa sie wzdłuż pasa granicznego powoli wkradając się na polską stronę, waliło głucho piorunami w oddali. W końcu zaczęło padać a ja wjechałem do miasteczka. Zatrzymałem sie w miejscowym sklepie by coś przekąsić z zamiarem późniejszego odwiedzenia kościólka który stał po drugiej stronie drogi.
Gdy wsuwałem kolejnego banana siedząc na murku kościelnym, z kościoła wyszła siostryczka i zaczęła go zamykać. Gdy podszedłem i powiedziałem Jej o chęci zmówienia krótkiej modlitwy w intencji "ominięcia burzy w drodze do domu", to nagle z surowo wyglądającej staruszki wydobył się uśmiech i Otworzyła mi kościól Przemiła istota. Po krótkiej modlitwie pogawędziliśmy sobie bardzo miło. Życzyła mi powodzenia w dotarciu do domu i w życiu ogólnie . Pomogłem Jej nawet zamykać bramę główną gdy nagle.... nadjechało dwóch szosowców i znowu Musiała otwierać kościól w tym samym celu
Na koniec tylko dodam że po 10 km cięzkie chmurzyska zostały zatrzymane przez Pasmo Bukowicy, znanego między innymi z ostatniego GEZNA. A ja suchutki dotarłem do Krosna


Pozdrowienia dla wszystkich siostrzyczek z klasztoru
Klasztor poza tym jest znany, bo tu był więziony kardynał S. Wyszyński.

A Ty Ircia napieraj...napieraj :) WIELKI RESPECT
Dzięki ANIU

Ufff nagadałem się....

Dziś wiadomości jak na lekarstwo, za to przypomniałam sobie, że gdy Ircia o północy budził się z zimna w mokrym śpiworze i nie mógł zasnąć, to w gorączce napisał mi coś takiego:

W przyszłym roku będzie odwrotnie, TY będziesz lazła, a ja będę pisał!
Wybaczone, bo w gorączce...

10.02.2007 godz. 8.42
Jestem po porannej mszy. Jem śniadanko i idę kończyć to, czego wczoraj nie urobiłem. Pogoda się fajna zrobiła. jest lekki mrozik i słoneczko. Na lekko to szybciutko przelecę, a jutro dalej...

Potem Ircia zadzwonił. Bardzo z siebie zadowolony, że tak lekko mu się idzie "mam taki power w nogach..." mówił. Jasne, że ma. Pozbył się wszystkich grzechów z sumienia i od razu mu się lżej zrobiło!

godz. 19.29
Zrobiłem sobie na kolację 6 "gaz-kanapek" - chleb ze smalcem i czosnkiem, po ząbku na kromkę. Rano ten klasztor w powietrze wyleci... Idę lulu. Jutro chciałbym wcześniej wyjść, pogoda fajowa. Mogło by być tylko ciut zimniej... Miłej nocki.

Niczego nie rozumiałam i potrzebowałam wyjaśnień. W pewnym momencie nagromadzenie przygód przerosło moją zdolność percepcji. Więc jeszcze raz Ircia powtarzał wszystko co mówił i pisał. Nocował w klasztorze, rano musiał, tak jak obiecał miłym siostrzyczkom, pójśc na mszę. A po śniadaniu zostawił wszystkie graty w pokoju i wrócił na szlak do miejsca, w którym wczoraj musiał przerwać wędrówkę.
Niby nic ciekawego się nie działo, ale już po powiedzeniu "dobranoc" Ircia przypomniał sobie poranną mszę. Telefon i mówi - rano kościół pełen zakonnic, ksiądz w skupieniu odprawia nabożeństwo. Wszyscy zatopieni w modlitwach, kamienne twarze, cisza. Ksiądz przechodząc kawałek przy ołtarzy zebrał w garśc swoje szaty. W pewnym momencie spojrzał na jedną z zakonnic i powiedział - co się siostra tak na mnie patrzy! Myślała siostra, ze znowu się wywalę? Wszyscy zachowali swoje kamienne oblicza, biedny ministrant nie wiedział gdzie ma oczy podziać, a Ircia zapewne nie wiedział jak tu śmiechem nie wybuchnąć.

Więc tą noc spędza jeszcze w przytulnym pokoiku z kuchnią, a jutro o 6 rano wyrusza jak powiedział - do krainy wilka. Podał mi Ircia nawet sposób w jaki nie dać się wilkowi pogryźć, ale może on sam to przy okazji opisze, bo ja położę dowcip zanim zacznę go przytaczać ;)

No to dobranoc, razem wstajemy przed 6, ja co prawda nie wyruszam, ale też wstaję raniutko. Nulka

I Ircia i wszyscy zainteresowani wybaczcie, dziś sprintem i tylko to co Zbyś. Do wieczorka :)

11.02.2007 godz. 07.28
Tradycyjnie zaspałem, ale już lezę.

godz. 14.40
Wiesz jak wygląda piekło scrabblisty? - same mydła w worku.

godz. 17.44
Już w namiociku, gdzieś za Chryszczatą...

godz. 18.51
Po drodze bardzo mało tropów zwierząt. A tropów wilka zero. A tak straszyli...
Jutro muszę zdążyć do Cisnej przez 15-tą, albo głodny idę jutro lulu. Zobaczymy...
Siadło mi ostatnie światełko, to i baterii trzeba dokupić...


godz. 19.54
I pozdrowionka dla mojej siostrzyczki Madzi, która się za mną już baaaardzo stęskniła...
He he he z napieraja koncert życzeń zrobię. Idę lulu, miłej nocki wszystkim.


A to przyszło dziś z rana, gdy wychodziłam właśnie po bułki. A Ircia potem dopisał:
Kup mi fifko i fajki, proszę!

12.02.2007 godz. 6.34
Siema! Słabo pospałem, w nocy jakiś zwierz cały czas chodził koło namiotu i autentycznie było słychać jak mu burczy w brzuchu. Ale co to laziło to pojęcia nie mam. Polazło sobie jak spadł taki intensywny deszcz ze śniegiem. Robię jakieś picie i spadam dalej.

...tymczasem zmykam do swojego pisania, Nulka

Klania sie Zabojad.
Nie wiedzialem ze jeszcze w Europie mozna byc poprostu szczesliwy idac z kosc do do kosc.Brawo Zbys jestem bardzo dumny z Ciebie.Szkoda ze dowiedzialem sie o twojej wyprawie dopiero dzisiaj.Kiedy planujesz dojsc na miejsce.Sciskamy Cie i wiemy ze dasz sobie spokojnie rade.
Calusy od calej rodzinki s pod sekwany.
BBBBBBBRRRRRRAAAAAWWWWOOOOO!!!!!!!!!!!!!

Dzisiejsze wiadomości rekompensują wszystko. Myślę, że właśnie dla takich chwil, dla tych niezwykłych momentów warto, warto chociaż jeden jedyny raz w życiu zrobić coś dla samego siebie. Myślę, że ten dzień, gdy wędrówka już dobiega końca jest i będzie dla Irci najlepszą nagrodą za trud włożony w przejście tego szlaku.
Czytając płynące wiadomości byłam pod wrażeniem...
…cd:
godz. 13.29
Jak se wyszedłem, to zaczął walić deszcz ze śniegiem, tak żem mokry tradycyjnie. Buty to już w ogóle są takie, że goretex działa doskonale, ale w drugą stronę. Spotkałem leśniczego, który dokarmiał zwierzaki, a ja sprężałem się ile sił, aby do Cisnej dotrzeć.

Leśniczy był rozmowny i uczynny.
– Mam coś dla pana – powiedział do Irci – 4 jagnięta, rzuć pan na śladach wilka.
Jagnięta urodziły się martwe… Pewnie to „rzucenie na śladach” by miało w razie czego odciągnąć wilki od namiotu…
Nie miał bardzo czasu na rozmowę, bo spieszył się do Cisnej. Leśniczy powiedział, ze poczta do 16, mógł więc Ircia nieco spokojniej iść. Zapytał leśniczego o fajkę, ale niestety człowiek porządny, nie palił. Ale pomny wcześniejszej rozmowy i tego, że Ircia musi zdążyć po kasę, bo inaczej głodóweczka do jutra powiedział:
- Masz pan piątaka i kup sobie fajki.
Jasne, że nie chciał wziąć, ale z upartym leśniczym nie było gadki, więc pierwsze co zrobił gdy napotkał sklep, to kupił sobie i napalił się do bólu.

godz. 13.43
A dzisiaj nie jadłem, tak że mam zapas malutki na wieczór, jakby co sie nie martw...

No weź i się nie martw, ja tu kanapeczki, obiadki itp., a on tam nie dość że mokry to jeszcze głodny…

godz. 17.19
Bacówka Pod Honem!!! Siedem gwiazdek!!!

Bacówkę znalazł chyba na samym końcu poszukiwań. Ceny stałe wszędzie od 30 złotych w górę za noc. I właśnie, gdy już zapewne wątpił w znalezienie jakiejś niedrogiej kwatery napotkał TĘ bacówkę… Za 10 złotych dostał malutki pokoik na samej górce, z materacem na podłodze. Ale czy trzeba było więcej…? Nie, ale jak widać poniżej nie wszyscy wszystko przeliczają na pieniądze…

godz. 18.00
Tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć...
Se gotowałem na ganku, a pani szefowa dawaj talerz ruskich podsmażonych... Pychotka! I kapcie mi chciała dawać, jak zobaczyła, że po śniegu na bosaka chodzę.
A, i wszyscy mówią do siebie na "ty" i od razu człek się czuje jak u siebie...


To Irci trzeba przyznać, jak nikt potrafi człowiekowi narobić smaku! A ja się tak szczypałam z powiedzeniem mu o gołąbkach… I gdzie tu sprawiedliwość?

godz. 22.37
Schronisko z klimatem. Na korytarzach na materacach pod śpiworkami leżą starsze dzieciaki, a w pokojach młodsze z rodzicami…
Jeden z tych starszych zeznał, że ma jutro urodziny. Dałem mu mój kompas i się bardzo ucieszył. A jeszcze bardziej z obietnicy, że mu jutro zagram 100-lat na fleciku. Opowiadał mi długo jak „pomagał wyciąg naprawiać". Widać, że bardzo przeżywa wyjazd w góry. I fajnie, po to one są!
Każdy tu coś znajdzie dla siebie i długo będzie wspominał. A o klimacie schroniska opowiem ci jutro, głosowo. Ja jestem zachwycony, jakbym się cofnął do dawnych lat, kiedy schroniska były dla turystów. Miłej nocki...


Mogę sobie to tylko wyobrazić, a raczej przywołać z dalekiej pamięci… Kiedyś, gdy w górach bywałam często poznałam TE klimaty i przez wiele lat bardzo mi ich brakowało.
E, stare dzieje…

...dobranoc, Nulka
------------------------
Sklep Sportowy DANTER-SPORT w Lublinie
www.rakiety.pl
www.zawoja.ves.pl
-------------------
Więcej o sponsorach na:
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

Kiedy pare miesięcy temu przeczytałem relację z 7-dniowego przejścia GSB (Piotr K.) myślałem że nic już mnie nie zaskoczy (przynajmniej w temacie GSB).
Tymczasem kiedy 8 lutego 2007 zupełnym przypadkiem trafiłem na relację "na żywo" z zimowego przejścia GSB o mało nie spadłem z krzesła :o
Dogoniłem "wykonawcę" tegoż planu i od tamtej pory śledzę jego trasę z wielkim zainteresowaniem i czekam na najnowsze wieści ze szlaku który w zasadzie znam na pamięć - chociaż nigdy w całości na raz go nie przeszedłem - ale w odcinkach i owszem, oczywiście nie taką porą i nie samotnie ;)
Tym bardziej mam wielki szacunek dla Irci, i życzę mu powodzenia, w które zresztą nie wątpię bo do "mety" pozostało około 60 km (? - nie wiem gdzie znajduje się w tej chwili ale sądzę że gdzieś w okolicy Smereka).

pozdrawiam
Paweł B.

Witam po przerwie i już nadrabiam wczorajszy dzień i dzisiejszy A działo się jak zwykle sporo. jedno co mnie martwi to fakt, że w natłoku zdarzeń wczoraj i dziś nieco poumykały mi niektóre wątki z rozmów

13.02.2007 godz. 7.15
i po co ja się zrywam tak rano jak nie muszę…

No właśnie, ale to normalka, jak można pospać, to się człowiek budzi bardzo wcześnie...

Godz. 9.29
Dałem małemu solenizantowi rakiety, coby sobie połaził po śniegu i tak łazi od siódmej i bardzo mu się podoba.

A potem okazało się, że Ircia namierzył jakieś komputery z siecią gdzieś w Cisnej. Jak już się nagadał i nagrał, to wpadł tu i napisał całkiem długi post. Jak kliknął "zapisz", to okazało się, że net nie działa i nie było szansy na rychłe odzyskanie połączenia. No szkoda, bo zawsze wiadomości z pierwszej ręki są bardziej emocjonujące...

Godz. 16.20
Coraz bliżej końca, a mi jakoś smutnawo. A jeszcze niedawno chciałem mieć to za sobą, a teraz siedziałbym i siedział w tych górach...
Pogoda syf, ale za to jakie to widoki! Mgły się snują malowniczo...
Zaraz idę na kinderbal.


Mi też będzie smutnawo i pustawo... Przyzwyczaiłam się do zaglądania na napieraj...

Godz. 16.37
Dzieciaki zeżarły mi moje szturm-pierniki, zaraza jedna! Odbiję sobie na balu!

No i odbił... trochę zorganizował dzieciakom zabawę, trochę pograł na nieodłącznym fleciku i po następnym smsie zaległa niepokojąca cisza...

Godz. 17.34
Kinderbal się opóźnia, bo solenizant wbił sobie drzazgę w nogę i pojechał na pogotowie ją wyjąć (kara za zeżarcie moich pierników)

No, musiała to być bardzo wyczerpująca impreza.
No przeciez zapomniałam! Zapytałam Ircię co z tymi zdechłymi jagniakami zrobił, czy je targa nadal ze sobą... Uśmiał się i powiedział, że tak jak mu leśniczy kazał rozrzucił na tropach wilka. A ja myślałam, że je trzyma na okoliczność noclegu w namiocie...

A to już dzisiejszy dzień, zdaje się, ze komuś po wczorajszym bardzo ciężko było wstać...

14.02.2007 godz. 7.49
Zaspałem kinderbale są gorsze od stolarza…

Pamiętamy, pamiętamy... a przecież podobno tylko nocleg u szewca jest bardziej bolesny niż u stolarza ;)

Godz. 7.53
A wczoraj spotkałem prezesa „Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego”, to najstarsza polska organizacja turystyczna…

Godz. 8.07
No i mały akcent z okazji dnia zakochanych. Przytoczę napis z komina w mojej kanciapie w schronisku: ”Nigdy nie zapomnę Kasiu tych chwil cudownych przeżytych z Tobą na strychu w Bieszczadach, za co wielkie dzięki – Wojciu”. A pod spodem napisane ruskimi bukwami: „Ja torze Ciebia oczien liublu – Katia”

O jak miło się zrobiło pod sercem. Chyba każdy ma podobne wspomnienia z gór, ale nie każdy je uwiecznia kredą w kominie, a może raczej węgielkiem na...

No i wyruszył, pogoda była bardzo dobra, Ircia powiedział, że tak sucho juz dawno mu nie było. Nie tylko sprzętowo, ale i jakaś podejrzana suchość chyba go w gardle męczyła, bo chrypkę miał całkiem interesującą. Ale i na to zaraz po drodze znalazło się lekarstwo - drwale!

Godz. 10.58
A drwale na koniec powiedzieli „Trzym się Zbyciu!”, to się trzymam, bo mi szumi okrutnie.

Godz. 14.37
Tessia będzie mi dozgonnie wdzięczna! Każda herbatka z jej termosu jest aromatyzowana, czyli wali grzańcem…

Kulinarny sadysta... sorki, ale to doprawdy znęcanie się nad spragnionymi takich dobroci!

godz. 15.42
Już rozbiłem namiot, zaczął padać mocno deszcz ze śniegiem, a szkoda mi mojej suchości.

Przypomniał sobie ircia śmieszne zdarzenie. po drodze spotkał innego wędrowca, który wypuścił się na krótką wycieczkę po okolicy. panowie pogadali chwilę i... No właśnie i...! I to był prawie sąsiad Irci! Mieszkają dwie ulice od siebie, a nigdy nie spotkai się na ulicy. Każdy musiał przemierzyć całą pl, aby wreszcie spotkać się w tak niezwykłych okolicznościach :)

Godz. 21.35
Robie sobie grzanki, topię śnieg na herbatki. Pogoda się fajna zrobiła, widać gwiazdy i lekko przemroziło...
Nocuję w połowie drogi między Cisną a Smerekiem czyli mało urobiłem, ale nic to. Zostało mi już naprawdę niewiele. Jutro będę już na połoninach.


Jutro połoniny, pojutrze coś tam jeszcze i za kilka dni przyjdzie zamknąć rozdział życia o wdzięcznej nazwie "Główny Szlak Beskidzki zimą"...

Godz. 22.53
Widać Wielki Wóz, czyli Wielką Niedźwiedzicę. Jest taka super książka „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” Sergiusza Piaseckiego. Miał za nią dostać literackiego Nobla w 1937 roku, ale siedział w więzieniu i nie dostał...
Książka jest o przemytnikach na polsko-sowieckiej granicy.
Ci to dopiero napierali z worami wielkimi. Czyta się naprawdę świetnie.
Miłej nocki…


Miłej nocki... Przemytnicy mieli wielkie wory, a ekwipunek Irci zmniejsza się im bliżej końca... Dziś policzył z iloma rzeczami rozstał się w niejasnych okolicznościach, dziś na przykład z ręcznikiem...
A z ręcznikiem też łączy się dosłownie mrożąca krew w żyłach historia z dzisiejszego dnia. Ircia zadzwonił... Stał przed malutki, wąziutkim strumyczkiem, który mial w planach przeskoczyć... Ale dziś strumyczek zachciał sobie wylać, wobec tego Ircia nie miał innego wyjścia, jak tylko zdjąć wszystko z dołu oprócz niewymownych i po prostu przejść to sporej wielkości rozlewisko. i właśnie wtedy powiedział, że nie ma ręcznika... A mi się słabo zrobiło na samą myśl o lodowatej wodzie.

... a teraz po atrakcjach lodowatej wody herbatka i lulu, dobranoc! Nulka
------------------------
Sklep Sportowy DANTER-SPORT w Lublinie
www.rakiety.pl
www.zawoja.ves.pl
-------------------
Więcej o sponsorach na:
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

Aż żal się robi że już koniec sie zbliża. Chyba nigdy wczesniej nie odwiedzalem strony tak regularnie :D. A co do książki to faktycznie dobra...taka po trochu o napieraczach :D:D

Dopiero teraz zobaczyłam, że pod rozgwieżdżonym niebem Ircia nie mógł zasnąć. Może przeczuwał, że dziś poziom adrenaliny sięgnie wyżyn...?

15.02.2007 godz. 2.39
A gwiazdy najpiękniej świecą w górach...

godz. 7.10
Ciut zaspałem. A pogoda pikna telo co cud!

godz. 8.56
Jest lekki mrozik i od razu super się idzie. Namiot też był rano całkiem suchy...
Cały czas idę po tropach wilków, ale takie sprzed 2-3 dni.


A potem, w południe był telefon... Od dwóch godzin Ircia szedł tropami niedźwiedzia, a przed nim było jeszcze około 2 godzin drogi do wsi. Humor, czarny bo czarny, ale Irci nie opuszczał - a może to już ostatnia moja rozmowa..? - zamyślił się nieco. Zażartowałam, że teraz by mu się przydały te zdechłe owieczki, ale mi też nieco skóra ścierpła. A misiek szedł po szlaku, po czym tropy schodziły gdzieś w dół i znowu powracał na szlak. Misiek turysta...

godz. 14.03
Jestem we wsi, w Smereku. Nie ma to jak kop adrenalinki - od razu lepsze czasy na szlaku.

godz. 17.22
Znowu się skąpałem. Buty mokre, staram się je nad maszynką podsuszyć. Roboty z tym do północy. Śpię w namiocie za wsią Smerek, a przed szczytem Smerek.

godz. 18.53
Idę lulu, buty mokre i tak ze dwa dni będą. W namiocie bajzel na 4 kółkach, od miesiąca nikt w nim nie sprzątał (brak kobiecej ręki), śpiwór mokry i znowu się ciepło zrobiło...
Buty zmoczyłem, bo na ścieżce śnieg się zarwał pode mną, a pod spodem wody pół łydki.
Na Okrągliku i Fereczatej dużo śniegu. Czasem znaki na wysokości stóp. Szukałem ich jak grzybów patrząc w dół.
No i ten misiek, zupełnie świeże ślady. Miałem pietra niezłego...


Miałam to już kiedyś napisać, ale chyba wyleciało mi z głowy. Praktycznie cały czas idzie w rakietach. teraz śniegu jest bardzo dużo, a przedtem też było wszystko zasypane. Szczególnie w lesie bez rakiet nie dało by się wcale iść...

...jakby to niedźwiedź szedł po rakietowych śladach Irci, to na mur beton by był przekonany, że przed nim szedł yeti. Dobranoc, Nulka
------------------------
Sklep Sportowy DANTER-SPORT w Lublinie
www.rakiety.pl
www.zawoja.ves.pl
-------------------
Więcej o sponsorach na:
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

Zacznę jak w senacie od poprawki do ustawy :) To żartem oczywiście, chodzi o błąd w nazwach. Jak nie zasnę zanim napiszę to co dziś się wydarzyło (a dużo, treściwie i z dreszczykiem), to poprawię, a jak zapomnę to zajmę się tym jutro. Dzięki Adam!

Nic nie zapowiadało, że będą się dziać rzeczy nieco niepokojące. Nawet wczoraj jedna z moich czytelniczek (nie z napieraj) napisała, że to pagórki a ta cała wyprawa to żadne przedsięwzięcie. No nieważne, dzisiejszy dzień pokazał, że w zimie nawet te "pagórki" mogą być niebezpieczne.

Ale na dzień dobry niechcący wywaliłam pół porannego smsa, został tylko żałosny szczątek i od tego zacznę...

16.02.2007 godz. 6.47
...tylko utensyliów moich, bo na suszenie gardła już mnie nie stać...

godz. 7.17
Topię tylko śnieg na herbatkę i nawet nie chce mi się jeść w tym syfie...

W tym wywalonym smsie było coś o suszeniu, a raczej o tym, że Ircia mokry na amen.

godz. 8.50
Parę godzinek, a w butach chlupie i powoli pojawia się na mnie zielona pleśń...

godz. 11.07
Sprawdź ile wieje teraz na Połoninie Wetlińskiej, bo mnie momentami zwala z nóg. Mgła taka, że nie widać na 15 metrów. Czyli jest rześko!

Sprawdzałam piorunem, ale i tak ircia zniecierpliwiony zadzwonił. Nic nie rozumiałam z tego co mowił, bo tak huczało od wiatru, że docierały tylko niecenzuralne słowa. A w prognozie pogody dla Połoniny, a onecie napisane, że wiatr słaby, przetarte szlaki i tak dalej.
Dopiero gdy osłonił się od wiatru zrozumiałam co mówił. Więc wiało tak, że dwa razy wichura dosłownie rzuciła go na śnieg. Szlaki zupełnie nie przetarte, widoczność prawie zerowa i brak tyczek pomagających poruszać się we mgle (chyba dobrze zrozumiałam). Więc pogoda na onecie zupełnie nie odpowiada rzeczywistości.

godz. 12.02
Spotkałem 5 narciarzy. Przestało trochę wiać, popaduje śnieżek...

godz. 13.36
Miałaś kiedyś lód na rzęsach i brwiach? Bo wąsów i brody nie masz...

Hm... jak były w ubiegłym roku mrozy po 25 stopni, to oddech zamarzał na szaliku, policzkach i w powietrzu... Nic przyjemnego.

godz. 17.04
Dzionek super!!! Mimo, że w dupę dostałem!
Najpierw narciarze mnie przegonili, potem ich dogoniłem. Potem spotkaliśmy parkę co szła z Wetliny i zabłądziła i wracała po swoich śladach. A na końcu pogubiłem się z narciarzami tak solidnie, że oni się rozdzielili. Za mną poszła trójka, a dwójka za innym patentem. No, ale szczęśliwie spotkaliśmy się pod schroniskiem. Teraz się suszę. Zawiesiłem całą jadalnię swoimi gratami. Po drodze było naprawdę bardzo ciężko. Mgła prawie cały czas na 5 metrów i wichura.


Następny sms był jeszcze bardziej optymistyczny, na dodatek podparty telefonem...

godz. 17.08
W schronisku spotkałem ziomala i ostatnie kilometry zrobimy razem. No w końcu będzie do kogo gębę otworzyć!!!

To ten sam człowiek, którego Ircia spotkał na szlaku, ten z sąsiedniej ulicy... Dzwonił i mówił, że cuda się dzieją. To doprawdy niesamowity splot zdarzeń...

godz. 17.26
Palę w kominku tak umiejętnie, że cała jadalnie to jeden siwy dym. W schronisku się denerwują, bo jakaś 12-osobowa grupa zaginęła. Szli za mną jakieś dwie godzinki, ale tyle luda tak łatwo nie wcina...

Czytając przypomniałam sobie różna tragiczne zdarzenia, gdy w tych lub podobnych "pagórkach" ludzie błądzili, a skutki okazywały się bardziej niż złe...
Mimo wszystko wrodzone poczucie humoru niebawem zaowocowało:

godz. 20.05

godz. 20.10
Widoki dzisiaj wyglądały jak poprzedni sms...

Jeszcze musiałam dociec jak na imię ma nowy znajomy i niespodziewany towarzysz ostatnich kilometrów i ustalić kiedy Ircia planuje zaliczyć ostatni kilometr. Enigmatycznie napisał:
jak dojdę to dam znać
On nie wie, że ucięłam sobie dziś miłą pogawędkę z pewną osobą z Wołosatego...

godz. 20.18
Piotr, około 30 km. Ale na jutro mamy wariant, że jak dupowo, to idziemy się zarżnąć na Caryńską i uciekamy do jakiejś bacówki. A jak będzie fajnie to napieramy czerwonym i namioty!

Czy ktoś jest w stanie rozszyfrować powyższy sms? Przepisałam żywcem litera w literę. Rozumiem napierać, ale zażynać się to już przesada...

Będą foty, ale za tydzień. Piotr ma aparat.

Świetnie! będzie okazja, abym ponownie tu zajrzała... A może Ircia sam już będzie Was informował... Naprawdę mi zal się rozstawać. Znajdźcie mi jakąś wyprawę do opisywania, bo bez tego życie stanie się nudne jak te moje okoliczne laski piaski i karaski...

godz. 21.22
Idę lulu, pogoda jutro ma być lepsza!

... mam nadzieję, że ta zaginiona grupa dotarła do schroniska... Dobranoc, Nulka
------------------------
Sklep Sportowy DANTER-SPORT w Lublinie
www.rakiety.pl
www.zawoja.ves.pl
-------------------
Więcej o sponsorach na:
www.anka-w-foto.blog.onet.pl

Dzisiaj od rana obserwuję masyw Rawek przez webcam, rano było zachmurzone ale w tej chwili pogoda jest super - żadnej chmurki na niebie i słońce ;)
Także pewnie szarpną do przodu, a do mety rzeczywiście już niedaleko. Tylko trochę szkoda bo taka ciekawa relacja... :(

Paweł B.

Weszłam tu dziś doslownie przypadkiem , skacząc z linku na link i przeczytałam wszystkie 8 stron niemalże jednym tchem. Momentami myślalam ze sie posikam ze śmiechu czytajac przygody Irci i sposob w jaki je opisuje wraz z Nulka. Chylę czola Irci i tzrymam kciuki. Na prwde o tej calej wyprawie mozna by film nakrecic:)

P.S. Takiego smaka mi Ircia narobil tymi "gaz - grzanakmi" , ze ide sobie zrobic podobne na kolacje , tyle ze mniej nagazowane:)

No to po raz pierwszy Ircia nie wyrusza sam ze schroniska. Poprzedniego dnia tak namiętnie zajmował się kominkiem, że gospodarz przyszedł i zarekwirował drewno mówiąc, że już wystarczy tego dymu. Cały dzień Irci towarzyszyły wspomnienia trzaskającego ognia w uroczym schronisku, gdyż wszystko ma na wylot przesiąknięte zapachem dymu :)

17.02.2007 godz. 6.22
Pogoda w miarę, trochę tylko wieje. Ale jest mrozik to butki będą suche. Dzieńdoberek...

godz. 9.46
Podchodzimy z Piotrem na Połoninę Caryńską. Pogoda najpiękniejsza od 40 dni, bo tyle już idę. Nie spieszy się nam, bo mamy nocować u jego znajomych w Ustrzykach.

Później okazało się, że z nocowania nic nie wyszło, nie wiem dlaczego, ale za to napisał o innych zaginionych, a ta dwunastka chyba się odnalazła, albo to wcięło częśc tamtej grupy...
Natomiast nie wiem jak to się stało, że przeoczyłam informację o sypiącym śniegu. Czyli wichura, śnieżyca, mgła i mróz...

A wczoraj w nocy był akcja po trzech turystów. Wcięło ich w tej zadymie. Goprowiec mówił, że ledwo do nich doszli...

godz. 11.49
Jestem na Połoninie Caryńskiej. Pogoda taka, że widać Tatry. Super!

Widoków przez całą wędrówkę nie było zbyt wiele, ciągle pogoda nie dopisywała. Dobrze, że chociaż na koniec, w ramach nagrody Najwyższy zafundował strudzonemu wędrowcowi balsam dla oczu, duszy i serca...

godz. 16.37
Śpimy zaraz za Ustrzykami w jakiejś wiacie. Piotr rozbił sobie namiot a ja na dechach pod chmurką. Potem coś jeszcze skrobnę jak będę w śpiworku.

godz. 17.59
Idę lulu. Ziąb jest, ale nie wieje.
Dzisiaj piękny dzionek i jutro chyba też taki się szykuje. Piotr porobił masę fajnych zdjęć, a baba w knajpie nie chciała mi sprzedać pół bochenka chleba. I powiedziała, że ma odliczony. Dopiero jak poprosiłem o 10 kromek, to sprzedała.
Jutro planujemy ognisko na przełęczy Bukowskiej i tak się rozstajemy rano. Piotr idzie na graniczny szlak jeszcze, a ja na swoje Wołosate. Miłej nocki,


Baba z knajpy chyba się "Misia" naoglądała...
Wymieniliśmy z Ircia jeszcze kilka smsów. Podpytuję go kiedy dokładnie ma zamiar zakończyć wędrówkę. Myślałam, że razem z Piotrem dotrą do celu i Ircia będzie miał z kim podzielić radość. No trudno, w końcu wędrował samotnie, to i świętował end będzie sam. Prawie sam, bo nie wierzę, że nie zasymiluje się z otoczeniem :)
Rozmawiałyśmy z Zawojką, że dobrze by było tam być... To niestety jest niemożliwe, ale... Ciiii, wszystko w swoim czasie!

A nie będzie ci brakować tych smskow i wieści ze szlaku?

Oj będzie, będzie... Oby tylko Ircia z przyzwyczajenia nie przysyłał mi później smsów o treści: idę pod prysznic, a jak będę w łóżeczku, to jeszcze coś skrobnę :)) heh, siła przyzwyczajenia, cóż poradzić...

godz. 20.20
Przed chwilą przyszli jacyś trzej bezdomni i śpią pod derami i szmatami na stryszku takim w tej wiacie. Obudzili mnie...

Dziś, już od 6 rano przyszło kilka smsów, ale zostawię to na wieczór, aby ten ostatni dzień opisać jednym ciągiem...

...smutnawo, że to już, Nulka...
------------------------
Sklep Sportowy DANTER-SPORT w Lublinie
www.rakiety.pl
www.zawoja.ves.pl
-------------------
Zdjecia z wyprawy i
więcej o sponsorach na:
www.anka-w-foto.blog.onet.pl
za kilka lub kilkanaście dni zdjęć będzie znacznie więcej.

Trochę zaniepokoił mnie wczoraj ostatni sms. Dobrze, że byli we dwóch, chociaż osobno spali... W takim towarzystwie nie wiadomo czego można się spodziewać i kim ci ludzie naprawdę są...

18.02.2007 godz. 6.03
Gotuję bezdomnym herbatkę, bo zmarzli biedaki...

Dałem im jeszcze folię NRC, aby chłopaki nie marzli w nocy. Dziś było -12, a oni pod takimi szmatami. Całą noc marudzili...

Dobre serce ma Ircia, czasem taki drobny gest wobec kogoś potrzebującego potrafi odmienić życie... Herbatą i folią raczej nie odmieni, ale na pewno ci ludzie przez chwilę poczuli, że kogoś obchodzi ich los...

godz. 6.48
Wczoraj kupiłem szampana... Odpala mi wiadomo gdzie. Świętowanie samotne ma swój urok - cały szampan mój!!!

Ircia jeszcze nie wie, że nie jeden a dwa szampany będą jego :)

godz. 9.45
Pogoda się robi jak przedwczoraj, a mamy dość ciężki odcinek. Już mocno wieje, a jeszcze nie weszliśmy na Połoninę...

I na tym koniec. Cisza... Oczywiście, że niepokoję się tak jak część osobiście zainteresowanych. Na pocieszenie mówię sobie, że tam po prostu najprawdopodobniej nie ma zasięgu. Wiem z doświadczeń rodzinnych, że w tamtym rejonie o kontakt ze ślubnym było niesłychanie ciężko. Poza tym są we dwóch, więc jakoś sobie poradzą.

Dobrze, że sobie przypomniałam o kłopotach z zasięgiem... Miałam do ostatniej chwili, czyli do jutra, niczego Irci nie zdradzić, ale na szczęście już dziś rano napisałam mu smsem adres pod który ma się zgłosić gdy dojdzie na miejsce. Teraz jestem spokojna, że w razie gdyby nie było łączności, to i tak wszystko odbędzie się zgodnie z planem :)
Będzie niespodzianka!

Ale o tym jutro. Nulka...
------------------------
Sklep Sportowy DANTER-SPORT w Lublinie
www.rakiety.pl
www.zawoja.ves.pl
-------------------
Zdjecia z wyprawy i
więcej o sponsorach na:
www.anka-w-foto.blog.onet.pl
za kilka lub kilkanaście dni zdjęć będzie znacznie więcej.

Życie płata różne niespodzianki. Wczoraj o północy Ircia dotarł do końca wędrówki. W tej chwili wiem tylko, że potwornie wiało, nie rozbijał się więc, tylko pociągnął już do końca..
A na końcu u sołtysa czekała na niego niespodzianka: opłacony nocleg i kasa na podróż od Zawojanki oraz paczka z szampanem, dyplomem (sama robiłam w bólach, bo chciałam, aby był szczególny i niepowtarzalny) oraz... puchata maskotka "szczenię wilka". Tak ją nazwało moje dziecko :)
Kilka minut temu Ircia zadzwonił. Szybki jest, bo już był na rogatkach, czyli wraca...
Później ma wysłać smsa z informacjami o tym co było wczoraj. Nie chciał już pisać, ale poprosiłam i coś skrobnie.
Fajnie było. Jakby ktoś się mocno w życiu nudził,a nie miał chętnego do spisania swoich przygód, to ja chętnie :)
A o Irci mam nadzieję, że jeszcze dziś napiszę.

BRAWO!!!!

Respect!!!!

Dzięki!!!

Będzie mi brakowało tego wątku


----------------
"Ambicja to ostatni bastion porażki."
Wilde, Oscar
www.ADVENTURE.WAW.PL


Ircia: WIELKI SZACUN!
Myślę, że taka ekstremalna przygoda, to będzie niezła inspiracja dla wszystkich, którzy zaglądali na tę stronę i śledzili Twoją wyprawę.
Nulka: WIELKIE DZIĘKI!
Bez Twoich relacji na żywo to zimowe przejście na pewno nie miałoby tylu serdecznych kibiców Wysoko zawiesiłaś poprzeczkę dla innych "sprawozdawców"

Mam nadzieję, że jeszcze o Was usłyszymy
Pozdrawiam
Paweł


----------------
Audaces fortuna iuvat!


Gratuluję siły w dążeniu do celu....
Gratuluję lekkości pióra.....

DZIĘKUJE było mi bardzo miło

Słowa uznania - wielki szacun dla Irci i podziękowania dla Nulki za super-relację. No to teraz czas na odcinek wschodniobeskidzki z Sianek na Popa Iwana Czarnohorskiego

Adam


----------------
KrzalWalkers SKPB Warszawa AT


Naprawdę fajna historia! Co prawda nie wyścigowa (do jakich tu przywykliśmy), ale może właśnie dzięki temu fajniejsza i przez swoją odmienność naprawdę ciekawa!

Gratulacje dla uporu, że nie znudziło Ci się po 2 tygodniach, czy że nie dałeś sobie spokoju z powodu przemoczenia i zziębnięcia.

Oby tak dalej!


----------------
Na temat proszę!


Przyłączam się do powyższych gratulacji i podziękowań i dodam jeszcze coś:
Słowa uznania dla żony Irci, która puściła go na tak długą wyrypę! :)

Super wyprawa, super relacja. Aż chciało się tam być osobiście.
Gratulacje !!!


Wielkie gratulacje! Przede wszystkim za wytrwałość i za to, że konsekwentnie zrealizowałeś ten wyjazd po swojemu.
No i czytało się fajnie


----------------
KrzalWalker z raidteam.pl


Brawo.
Robie Ci niedzwiadka za twoja wyprawe. Jeszcze raz udowodniles ze wytrwaloscia i odwaga mozna gory przenosic(albo omijac).Jeszcze raz czapki z glowy dla IRCI.
Sciskaja i pozdrawiaja Zabojady.

SMILEY przesyla dla CIebie Cathy.BIzOU

To jeszcze nie koniec... pozostały do zrelacjonowania dwa ostatnie dni. Ircia przysłał dużo informacji, pewnie sam odezwie się jutro. Natomiast ja postaram się w miarę szybko uzupełnić relację o dwa dni pełne przygód... Zajmę się tym przed południem, dobranoc :)

Nie wiem jak zacząć, bo radość z zakończenia miesza się z fragmentami poprzednich dni. Może w takim razie po kolei, tak jak Ircia słał smsy :) Rano zadzwonił, że w nocy już było "po wszystkim", potem długa cisza, a potem...

19.02.2007 godz. 15.01
Jesteście kochane dziewczyny z tym prezentem, było mi bardzooooo miło! Jutro opiszę te dwa dni, a jest co bo było ostro.

godz. 16.10
Już jadę do Lublina. Bardzo mnie kolana bolą. Jak sięruszałem było ok, a teraz nie wiem jak mam nogi ustawić, aby nie bolało...

godz. 19.49
Siedzę w jakimś obsr* barze w rzeszowie i już tęsknię za górami... Tu na dole jest jakoś brudno i szaro...

godz. 20.32
A wczoraj jak weszliśmy na Szeroki Wierch, to mgła i wiatr ponad 120 km/h. Koszmar!! Doszliśmy do Tarnicy i wio w dół. Byłem tak zły, że wytrąbiłem po drodze szampana co go niosłem na końcówkę. Pomagał mi jakiś fajny turysta, który mi foty porobił i obiecał, że wyśle. Zeszliśmy do Wołosatego do sołtysa i tu niespodzianka! Paczka od was, kochane dziewczyny no i szampan nr. 2. A sołtysostwo to super ludziska i Joska u której spaliśmy też super!

godz. 20.47
dzisiaj wstałem o północy i już sam dokończyłem. Pogoda taka sama - mgła i wichura. Ale przy czołówce się fajnie szło, lepiej było widać stare ślady niż za dnia. Rano jak wracałem, to dorwał mnie patrol straży granicznej. Straszyli mandatem za nocne łażenie, ale powiedziałem że było ciemno i nie mogłem przeczytać regulaminu parku. Pewnie stwierdzili, że z głupkiem nie ma co gadać i pojechali. Na odchodne powiedzieli, że GOPR mnie szuka... To Piotr poinformował...

Wpadłem do leśniczego po drodze i odkręciłem akcję. Wypiłem u niego herbatkę i polazłem do Joski i z nią do sołtysów no i tu pękł szampan. I to już koniec opowieści w odcinkach drodzy napieracze. Dziękuję za uwagę, napiszę coś za parę dni jak do domu wrócę. Trzymajcie się cieplutko wszyscy!

...i ja Wam wszystkim bardzo dziękuję. I za to, że zaglądaliście jak posuwa się wyprawa i za wiele słów wsparcia kierowanych do Zbyszka i za wszystkie ciepłe słowa kierowane do mnie.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za te kilka wspólnie spędzonych tygodni. Dla mnie to też wielka sprawa. Na pewno jeszcze odezwę się, aby powiedzieć o nowych zdjęciach, albo Zbyszek sam się tym zajmie. Zobaczymy.
Jeszcze raz podziękowania dla wszystkich, którzy wsparli wyprawę. Najpierw dla Tessi, która zaopatrzyła Ircie w wiele niezbędnych rzeczy, potem dla rakiety.pl za przekazanie doskonałych rakiet śnieżnych, bez których wędrówka była by praktycznie niemożliwa.
A na koniec zostawię sobie osobiste podziękowania dla Zawojanki za to, że wciąż dbała o zachowania łączności. Dzięki niej mogliśmy na bieżąco, przez długie tygodnie mieć informacje z pierwszej ręki :)
Pozdrawiam, Nulka

------------------------
Sklep Sportowy DANTER-SPORT w Lublinie
www.rakiety.pl
www.zawoja.ves.pl
-------------------
Zdjecia z wyprawy i
więcej o sponsorach na:
www.anka-w-foto.blog.onet.pl
za kilka lub kilkanaście dni zdjęć będzie znacznie więcej.

Dzięki uprzejmości pana Bartłomieja Sułkowskiego można obejrzeć kolejne zdjęcie z zimowego przejścia GSB. Zostalo zrobione na połoninie Wetlińskiej 16.02.07r. Co tam się wtedy działo, pewnie niektórzy z czytających pamiętają, jak nie, to zapraszam do zerknięcia w post z Wetlińskiej.
www.anka-w-foto.blog.onet.pl
Zdjęcie to będzie publikowane również na stronie
www.dkr.alte.pl

Poza tym jeszcze raz podziękowania dla rakiety.pl - rakiety, dzięki którym Ircia mógł wędrować są doskonałe i sprawdziły się świetnie! A przetestował je bardzo dokładnie :)
Pozdrawiam, Nulka

Jakby Ircia znalazł trochę czasu i opowiedział jescze z jakiego innego sprzętu korzystał i jak sie sprawdził.

P.


----------------
www.partnercenter.pl


witam witam...jeszcze raz dziękuję za zainteresowanie,i wszystkim którzy mi w tym pomagali..pozdrawiam też wszystkich dobrych ludzi spotkanych po drodze! a co do sprzętu to oprócz rakiet i śpiwora to wszystko bylo zwykle turystyczne..buty w zasadzie to letnie treki...nie sprawdziły się.notorycznie przemakały mimo ze sympatex i nówki..ale jak był mróz to pare dni trzymały..namiot to zwykła kopułka dość cięzki jak na jedna osobę..3.6 kg też to samo jak mróz to ok. jak koło zera wsio mokre..stoptuty rozwaliły mi się na początku pękł zamek a potem sie poprzecierały.pod koniec drugi zamek w drugim stoptucie..karimata taka już stara cieniuśka postrzępiona..ale przy tym śpiworze nie miało znaczenia,plecak 10-letni..swoje już przeżył..gaz kupilem nowy znaczy palnik..słaby i wolno grzał..ale chodzilo mi o to żeby mieć przebijalne naboje które można kupić w zasadzie w każdym technicznym sklepie i nie targać tego ze sobą..firm wymieniać nie będę..bo te przedmioty to zwykłe turystyczne nie do takiego łażenia...ciuchy też zwykłe polary dostępne w każdym sklepie sportowym,czyli nic niezwyklego nie mialem..no rakiety fajowskie...pierwszy raz w życiu w nich łaziłem..śpiwór bez zamka mumia podwójne komory..i koło 2 kg. puchu ale jak bylo cieplo to 4 dni i do suszenia...nie grzał, blue kombinezon (ten bez sraj klapki) to goretex ale stareńki to ubranie robotników komunikacji telefonicznej z niemiec nabyte za grosze..powinienem go przed wyjazdem zaimpregnować z wierzchu przeciekał w deszczu jak mocno zacinało..ale gore działało i tak jak ze wszystki -mróz to ok...palnik sobie wolno gotował ale wieczorkiem jest tyle czasu że nie miało to znaczenia..no nie wiem co chciałbyś jeszcze wiedzieć ..ale zawsze możesz spytać..ogólnie to pogoda była wykańczająca..wolałbym -15 stopni śp.Pana Celcjusza codziennie niż to co mialem..wszystko poszłoby szybciej szuszenie zajmowało mi strasznie długo czasu...buty czasami dwa dni dosychały..pozdrawiam wszystkich Zby$

Ircia,
jstem pod wrażeniem Twojej wyprawy i Twojego hartu ducha.
wielki szacunek chłopie :)

P.


----------------
www.partnercenter.pl


Myslę że niewielu z nas doszło by do końca z podobnym wyposażeniem i przy tej pogodzie.

Chylę nisko czoła Ircia

Pytanie do Adminów:
Bardzo ciekaw jestem statystyk odwiedzin tego wątku.... Moglibyscie nas Chopaki uswiadomić i porównać z innymi rekordowymi? Dziękuje

Nie trzeba być adminem, żeby sprawdzić statystyki. Wyjdź z wątku na stronę główną forum "rozmowy o rajdach" i zobaczysz. Jak pytałeś było to 4858 odwiedzin wątku. Wątki można też posortować po np ilości odwiedzin.


----------------
napieraj.pl :: team.napieraj.pl :: sklep.napieraj.pl


Dzieki, faktycznie mogłem tak sprawdzic

Piękny wynik, bezwzględnie najlepszy.....

Wielkie Gratulacje za dokonanie tego wielkiego wyczynu, a takze za bardzo fajne relacje.

Pozdrawiam

Witajcie!
Jak miło odwiedzić stare kąty. Jest sporo nowych zdjęć, zapraszam do obejrzenia, bo są bardzo fajne. Ircia mnie oddelegował, aby o tym napisać :)
Zdjęcia, które wyglądają jak nieostre w rzeczywistości były robione w fatalnych warunkach atmosferycznych, w sypiącym śniegu.
Pozdrawiam wszystkich i proszę, gdyby ktoś dysponował jeszcze jakimiś zdjęciami robionymi Irc podczas tego przejścia, to proszę o kontakt.
Nulka

http://anka-w-foto.blog.onet.pl/ - zdjęcia z zimowego przejścia GSB styczeń-luty 2007

Takiej relacji (genialnej) w zyciu nie czytalem.
Graty
Jurek

Nie przypuszczałam, że jeszcze będę miała powód, aby wejść tu i dopisać kilka słów do zakończonej już zimowej wyprawy GSB.
To życie dopisało jeszcze jedno zdarzenie. Mam przed sobą Dziennik Wyprawy, odręcznie pisany dzień za dniem przez Zbyszka, pełen pieczęci i stempli okolicznościowych z każdego napotkanego po drodze miejsca. Dostałam go w prezencie. Zbyszek powiedział - nie przywiązuję wagi do takich rzeczy. A ja myślę, że jednak przywiązuje... To wspaniała pamiątka i piękny gest.
Zacytuję ostatni wpis z dnia 19 lutego 2007 roku:

Z wyrazami ogromnej sympatii dla niezwykłego "Twardziela" w imieniu całej mojej rodziny z wyrazami szacunku.
Bogusława Kranz

A na górze pieczęć: SOŁTYS

Pani Bogusława Kranz jest sołtysem Wołosatego, to właśnie na jej adres, po wcześniejszych rozmowach można było wysłać Zbyszkowi upominek i tam też na niego czekano. Jeszcze raz podziękowania dla pani sołtys i mam nadzieję, że kiedyś odwiedzi tą stronę.

Nulka